piątek, 15 kwietnia 2011

Rozdział siódmy.

Stałam za ścianą przysłuchując się kłótni rodziców. Wiedziałam, że źle robię, że podsłuchuję, ale to co przed chwilą usłyszałam wstrząsnęło mną. Mama płakała... Nie mogłam patrzeć na ten widok, więc wróciłam na górę, co zajęło mi trochę czasu. Trzasnęłam za sobą drzwiami i usiadłam na łóżku. Krzyki ucichły, więc pewnie rodzice zrozumieli, że któreś z nas ja albo Michał, obudziło się. Spojrzałam na godzinę, była 5:30 . - Nie zasnę już ... - wyszeptałam sama do siebie, schowałam twarz w dłoniach i zaczęłam szlochać. Po 5 minutach bezczynnego siedzenia i płakania w dłonie, złapałam za telefon i wykręciłam numer Kamila. - Tak? - usłyszałam zaspany głos chłopaka. - Proszę, przyjdź.. - wyszeptałam do słuchawki i nie zważając na jego pytania, rozłączyłam się, schowała ponownie twarz w dłoniach i rozpłakałam się jak dziecko. Po 10 minutach usłyszałam pukanie do pokoju. Nie czekając na zaproszenie, wszedł. Podbiegł do mnie, usiadł obok i przytulił. - Co się stało? - wyszeptał pytająco do ucha, a ja nie podnosząc głowy cicho powiedziałam : - Chcą się rozwieść... - podniosłam na niego wzrok, zauważyłam przepełnioną żalu, smutku twarz. Nigdy go takiego nie widziałam. Wydawać się było, że to jego rodzice chcą się rozwieść. - Zeszłam rano do kuchni, mama płakała, a tata krzyczał, że chce rozwodu, bo znalazł sobie inną, bardziej wartościową... - wyszeptałam i ponownie zaszlochałam. Kamil przytulił mnie do siebie mocniej. Czułam na szyi jego oddech, szybki oddech. Twarz moja, była przytulona do jego torsu. - Pamiętaj, bez względu na to, co się stanie, obydwoje cię kochają. Rozumiesz? Obydwoje, ty nie masz żadnego wpływu na to, czy są razem, czy nie. Takie przypadki się zdarzają. Wiem, że jest ci ciężko, ale musisz jakoś przetrwać. - pocałował mnie delikatnie w czoło i mocniej do siebie przytulił. - Dziękuję... - wyszeptałam cicho, prawie nie słyszalnie, ale on usłyszał. - Nie ma za co. A teraz proszę, ubierz się i chodźmy do szkoły. Udawaj  choć przez te siedem godzin, jakby nic a nic się nie stało. Rozumiesz? - podniósł moją głowę, tak abym patrzyła mu prosto w oczy. Były całe czerwone od płaczu, wytarł mi z oczu łzy i znowu przytulił do siebie. Po 5 minutach siedzenia, ześlizgnęłam się z łóżka. Weszłam do garderoby, powiedzmy, że wskoczyłam, bo noga w gipsie nie ułatwiała mi chodzenia. Wybrałam dresowe spodnie, biały top, bluzę, męską, dużą i poszłam do łazienki. Przebrałam się, umyłam twarz,zrobiłam lekki make-up, wyprostowałam włosy, uczesałam i wyszłam do pokoju. Kamila nie było. Pomyślałam, że pewnie poszedł do domu ogarnąć się. Ubrałam najkacze, powiedzmy jeden najkacz, bo do drugiego gipsu bym nie włożyła. Złapałam za kulę, plecak i telefon. Otworzyłam drzwi, powoli zaczęłam schodzić ze schodów, ale ubiegł mnie Kamil, wziął na ręce i  znacznie szybciej, niż ja sama pojawiliśmy się w kuchni. - Możesz mnie już odstawić na ziemię. - uśmiechnęłam się mimowolnie. - A co, jeśli nie chce? - spojrzał na mnie i podstępnie się uśmiechnął. Ale widząc moją minę od razu postawił mnie na podłodze. - Zrobiłem śniadanie. - posłał mi oko i wskazał miejsce. - Tosty? - usiadłam do stołu i zaczęłam jeść. - I jak smakują? - spojrzał to na mnie, to na tosta. - A muszę przyznać, że da się jeść. - wystawiłam mu koniuszek języka, po czym popiłam herbatą. - Dobra, zbierajmy się bo się spóźnimy. - wstał od stołu, po czym pomógł mi wstać. Złapałam za plecak i telefon, oraz kulę i wyszliśmy z domu. Była piękna pogoda, słońce świeciło, ale we mnie nie było aż tak pięknie. Dusiłam w sobie złość. Obiecałam Kamilowi, że będę zachowywać się, tak jakby nic się nie stało, i dotrzymam słowa. - Gdzie ?! - krzyknął i zawrócił mnie, trzymając za ramię. - Na przystanek? - zrobiłam pytającą minę. - Nie dzisiaj. Dziś zabieram cię taryfą. - zaśmiał się cicho i wsiedliśmy do taksówki. Po 15 minutach znaleźliśmy się na parkingu szkolnym, wszystkie oczy skierowane były na nas. - Nie lubię jak  tak się ktoś na nas patrzy. - skrzywiłam się i schowałam twarz w jego ramiona. - Nie dziwię im się. Dziwny widok, nieprawdaż? Twoja noga, moja ręka. Twoja lewa, moja prawa. - wybuchnęliśmy śmiechem i ruszyliśmy w stronę szkoły. Lekcje dłużyły mi się, nie miałam ochoty na rozmowy ze znajomymi, więc siedziałam na ławce samotnie przyglądając się szczęśliwym ludziom, których rodzice na pewno się kochają. Nie rozumiałam dlaczego on to zrobił, przecież niby tak się kochali, jeszcze niedawno wyglądali na bardzo szczęśliwych, ale tak, zawsze ktoś, coś musi spieprzyć. Chciałabym dorwać tę laskę i porozmawiać z nią na osobności, wiem, że pewnie jest ode mnie starsza, ale jeśli wziął sobie młodą dupę, która mogłaby być jego córką, nie odezwę się do niego do końca życia. Przepraszam, za to co zrobił, zdradził mamę, zadał jej tyle cierpienia, i tak mu nie wybaczę tego. - Jak się czujesz? - poczułam na sobie wzrok Kamila i podniosłam na niego wzrok. - Ujdzie, która godzina? - spojrzałam na telefon, nie czekając na odpowiedź, wstałam. - Gdzie idziesz? - spojrzał na mnie, gdy ja dążyłam do szafek. - Do domu, nie mam ochoty zostawać na tych dwóch lekcjach. - nie odwracając głowy, szłam dalej. - To idę z tobą. - szedł obok mnie i wyszczerzył zęby. - Nie, zostań. Chcę być sama, ogólnie to później dasz przepisać. - spojrzałam na niego, ale on patrzył się na mnie jak na debila. - Aha, no tak. Koniec roku. To tym bardziej zostań. - uśmiechnęłam się lekko, nałożyłam bluzę i  wyszłam ze szkoły. Postanowiłam nie iść jeszcze do domu, pomimo bólu w nodze poszłam do parku, który znajdował się w drugiej części Warszawy. Przysiadłam na ławce, która znajdowała się obok małego strumyka. Zobaczyłam dwójkę dorosłych, z dwójką dzieci u boku. Wyglądało na to, że jest to dziewczynka i chłopiec. Matka trzymała córkę za rączkę, która trzymała braciszka za rączkę, a tato trzymał synka. Oczywiście, nie miałam pewności, czy jest to rodzina, ale na to wyglądało. Wszyscy szli bardzo szczęśliwi, uśmiechali się do siebie, rozmawiali wspólnie, przypominało mi to paręnaście lat wcześniej moją rodzinę. Poczułam na policzku łzę, którą zaraz strzepnęłam i przetarłam oczy. - A ty tutaj co? - usłyszałam męski, znany mi głos. - Alan? - uśmiechnęłam się lekko i zakryłam oczy, nie pokazując, że właśnie przed chwilą uroniłam łzy. - Płaczesz? - spojrzał na mnie, zdjął moją dłoń z twarzy i spojrzał mi w oczy. - Nie, nie! A czemu tak myślisz? Coś mi do oka wpadło. - usłyszałam ciche chichotanie. - Dobra, nie wnikam. - posłał mi uśmiech. - A co tu robisz? - spojrzałam na niego. - A przychodzę tutaj czasem, gdy jest mi źle. - spoważniał, nigdy go takiego nie widziałam. - A coś się stało? - uśmiechnęłam się lekko w jego stronę. - Tak. - wyszeptał cicho. - Aha, to nie dowiem się? - spojrzałam na niego przejęta. - Kiedyś może ci powiem, ale nie dziś. A u ciebie? Co się stało? - spojrzał na mnie. - Nic takiego, wszystko jest git majonez, jak najlepiej. Właśnie, lepiej być nie mogło. - uniosłam się trochę i z oczu ponownie poleciały mi łzy. Alan nic nie mówiąc przytulił mnie. Szczerze, to nie znałam go z tej strony.  - Moi rodzice chcą się rozwieść... - wyszeptałam cicho, ale nie musiałam powtarzać, bo dodał. - Takie przypadki się zdarzają, nie płacz. Wszystko na pewno jakoś się ułoży. - Jakbym słyszała Kamila. - Dobra, koniec płakania, użalania się nad sobą, wracamy do domu. - wstałam i złapałam za kulę. Wracaliśmy w ciszy, on myślał o swoich problemach, a ja o swoich. Może niepotrzebnie się rozpłakałam i powiedziałam mu, że rodzice się rozwodzą? Nie wiem. Wiem jedno, nie wpływam na to,  czy oni są razem, czy osobno. Wiem, że obydwoje mnie kochają ....


konto na moblo : 
 potrzebujesz opisu? - link powyżej (:

konto na formspringu:
jeżeli macie jakieś pytania to pytajcie, chętnie odpowiem.

6 komentarzy:

  1. nareszcie nowy rozdział!
    świetny, świetny <3

    OdpowiedzUsuń
  2. czytam od poczatku i podoba mi sie!
    czekam na nowy rozdzial ! :*

    OdpowiedzUsuń
  3. cuudowne ale musisz popracować nad faktami bo jak mógł ją wziąść na ręcę z jedną ręką w gipsie? musisz się tego pilnowac i będzie idealnie.

    OdpowiedzUsuń