wtorek, 28 czerwca 2011

Rozdział dwudziesty siódmy.

- Długo jeszcze? - usłyszałam za drzwiami głos Nikoli. - Momencik, jeszcze tylko się pomaluję! - krzyknęłam w kierunku drzwi i wróciłam do poprzedniej czynności. Piętnaście minut później stałam przed Nikolą. - No, no, no! Jakby Kamil był, to pewnie kopara by mu opadła. - zaczęła żartować, śmiejąc się przy tym. - Aj tam. - zachichotałam cicho, po czym złapałam za torebkę. - Idziemy? - spojrzałam na nią, otworzyłam drzwi i wyszłyśmy. - Julka ! - usłyszałam głos Alana, który właśnie zauważył, że wchodzę do sali. - Alan ! - krzyknęłam i podbiegłam do niego. Wyglądało to śmiesznie, bo miałam szpilki, ale co tam, byli sami swoi.  - Jej, jak się stęskniłem. - zaśmiał się cicho, po czym przytulił mnie do siebie. - Ja też. - uśmiechnęłam się i spojrzałam na niego. - Co u ciebie? - zapytałam. - Wszystko dobrze, jestem z Magdą. - wyszczerzył szeroko zęby. - Oo, gratulację. - uśmiechnęłam się szczerze, chciałam coś dodać, ale rozmowę przerwał nam Mateusz. - Cześć słońce. -  tak, znowu on. - Hej. - lekko uśmiechnęłam się, zerkając w stronę Alana. - Tęskniłem i to bardzo. - cicho zamruczał do ucha, po czym przejechał dłonią po moim policzku. - Ta, a ja  dziwnie nie. - zaśmiałam się z ironią. - Co cię ugryzło? - skrzywił się. - Nie mam ochoty z tobą rozmawiać, sorry. - odeszłam i powitałam innych znajomych. Impreza powoli się rozkręcała, brakowało tylko jednej osoby, tak, Kamila. Nie minęło nawet 15 minut, kiedy zaczęło mi się nudzić. Podeszłam do baru i zamówiłam drinka. Dziwne, ale nie pytał o dowód, spoko. Upiłam jeden łyk, potem następny, moją uwagę przykuła postać otwierająca drzwi. Nie tylko moją, innych również. Muzyka ucichła, wszyscy wzrok zwrócony mieli na zamykające się drzwi. - Kamil ... ? - wyszeptałam cicho, nikt nie usłyszał, na szczęście. Chwilę potem rozległ się krzyk, krzyk powitalny. Postanowiłam nie zwracać na niego uwagi, chociaż bardzo chciałam, by podszedł i przytulił do siebie tak jak robił to zaledwie 2 lata temu. Zerkałam w stronę witających go ludzi, w pewnym momencie Kamil poprosił Magdę do tańca, szepcąc jej coś cicho do ucha, zamówiłam jeszcze jednego drinka. - Wie pan co? Dziwi mnie to, że nie pyta pan o dowód, którego nawet nie mam. - zagadałam do kelnera. - Też byłem kiedyś nieszczęśliwie zakochany... - pochylił się nad barem i wyszeptał. Zatkał mnie, nie wiedziałam co powiedzieć, złapałam za drinka, posłałam mu uśmiech i odeszłam. - Zatańczymy? - lekko kręciło mi się w głowie, ale wiedziałam co i jak. Pamiętam, że do picia alkoholu miałam słabą banię, szybko mnie brało i zaczynałam odwalać głupoty, ale teraz nie chciałam dużo pić, był to mój trzeci drink i ostatni. Patrzyłam dalej pytającym wzrokiem na Alana. Wypiłam drinka do końca, złapałam go za rękę i ruszyliśmy na parkiet. - Miało go tutaj nie być. - wyszeptałam mu cicho do ucha. - Ale jest, miał być, to był spisek, rozumiesz? - zaśmiał się ironicznie. - Spisek? Ale jak to... To wszyscy wiedzieli? - byłam zaskoczona, stałam jak wryta w ziemię, patrząc na Alana. - Tak, ja też ... - wyszeptał. - Świnia! - krzyknęłam w jego stronę, po czym dodałam. - Dziękuję. - wtuliłam się w jego tors. - Za co? - teraz to on był zaskoczony. - Za to, że jesteś, za to że on jest ... - lekko kiwałam się na boki, patrząc na niego. - Wiesz? Chyba powinnaś się położyć. - śmiał się cicho pod nosem. - Nie, ja się dobrze czuję. Tylko usiądę, okej?  - uśmiechnęłam się lekko, po czym usiadłam przy barze. - Mogę się dosiąść ? - usłyszałam chwilę później głos Mateusza. - A siadaj. - kiwnęłam obojętnie ręką i spojrzałam na niego. - Jak u ciebie? - dodałam. - Wszystko dobrze. - wyszczerzył zęby. - A u Leny? - spojrzałam na niego przestraszona, dawno z nią nie rozmawiałam, nie wiedziałam co i jak. - Też okej. - kiwnął na kelnera i zamówił sok. - A co ty taki markotny? Taki cichy.  - spojrzałam coraz to ciekawszym wzrokiem na niego. - Ja? Nie. - zaśmiał się, wypił sok i złapał mnie w talii. - Zatańczymy? - spojrzał na mnie, po czym nie czekając na odpowiedź poprowadził w stronę parkietu. Tańczyliśmy akurat przy wolnej, niby byłam przy nim ciałem, ale duchem byłam gdzie indziej. Patrzyłam w stronę Kamila, który siedział przy stole i bawił się w najlepsze z innymi, chciałam być teraz przy nim, chciałam wtulić się w niego, wszystko, tylko z nim. Nie wiem kiedy te dwa lata tak szybko minęły, ale wiedziałam jedno, wybaczyłabym mu teraz wszystko, jeśli tylko on mi wybaczy. - Ej, obudź się, piosenka się skończyła. - śmiał się cicho Mateusz, lekko mną szturchając. - Dzięki. - wyszeptałam cicho, złapałam za płaszcz i wyszłam z sali. Zrobiło mi się duszno, nie miałam ochoty tam dalej siedzieć, wyszłam z hotelu i zmierzałam przed siebie, jak najdalej stamtąd, jak najdalej niego. Sama nie wiedziałam czego chcę, najpierw chciałam, by był blisko, a teraz, by był jak najdalej. Bałam się, tak, bałam się swojej i jego reakcji, na nasze spotkanie. Moje rozmyślenia rozwiał dźwięk zbliżających się szybko kroków. - Julia, czekaj. - usłyszałam głos, którego teraz akurat nie spodziewałam się usłyszeć. Stanęłam, po czym odwróciłam się ku chłopakowi. Był zdyszany, pewnie biegł, a byłam spory kawał od hotelu. Kamil stanął na przeciwko mnie chyląc się do ziemi głośno oddychając. Kiedy już się ogarnął, odwróciłam się idąc powolnym krokiem w stronę cmentarza. - Nie boisz się o tej porze? Jest dziesiąta wieczór. - złapał mnie za ramię i powiedział. - Niczego się nie boję. - wyszeptałam nie odwracając się ku niemu i zaśmiałam się ironicznie. - Okej, więc ja też się niczego nie boję. - puścił mnie i dorównał mi kroku. Szliśmy w ciszy, teraz niczego się nie bałam, będąc z nim, nie. Przekroczyliśmy bramę cmentarza, oboje dobrze wiedzieliśmy gdzie pochowany jest mój brat, przez całą drogę nie zamieniliśmy ani jednego słowa. Przy grobie odprawiliśmy modlitwę, zerknęłam na Kamila, patrzył na zdjęcie Michała, usiadłam na ławce i wbiłam wzrok w ziemie. - Przepraszam... - wyszeptałam cicho, kierując wzrok na Kamila. Odwrócił się napięcie i powoli odchodził. - Świetnie, to tak, chciałeś usłyszeć tylko przepraszam? - śmiałam się, ale on dalej się nie zatrzymywał. Wstałam i podbiegłam do niego. Złapałam go za dłoń, ale po chwili uświadomiłam sobie, że nic na siłę, niech robi co chce. Puściłam jego dłoń o odwróciłam się, by zaraz wrócić na swoje miejsce. Poczułam ucisk w dłoni, później tylko ciepło. - To ja przepraszam... - tulił mnie do siebie, szlochając cicho.


w moich wyobrażeniach wychodziło trochę lepiej,
ponownie jestem na siebie zła, do dupy jest,
zmieniałam  parę razy, a i tak nie należy do tych dobrych. 
brak weny

11 komentarzy:

  1. jejku Klaudia to jest świetne <3
    aż ciarki mnie przeszły : *
    nie no genialne : )

    OdpowiedzUsuń
  2. Zajebisteeeeeeeee :d
    uwielbiam cie :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Powiem Ci, że dobrze zrobiłaś iż Julia i Kamil do siebie pasują. Mam nadzieje, że tym razem coś z tego będzie. <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Zajebiste jest i nie bądź tak krytycznie do tego nastawiona.

    OdpowiedzUsuń
  5. widzisz wczoraj zaczęłam dzisiaj skończyłam jestem kotem : DD fajnie się czytało więc poczekam na następny post :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kuźwa, dziewczyno masz prawdziwy talent!

    OdpowiedzUsuń