środa, 1 czerwca 2011

Rozdział dwudziesty.


- Ale jak to? Wyprowadzamy się? - spojrzałam na mamę. - No tak to, normalnie, będziemy mieszkać dalej w Warszawie, ale z tatą postanowiliśmy, że kupimy mieszkanie, dom jest za duży. - zrobiła smutną minę, łzy cisnęły się jej do oczu. - Mamo?! Nie sądzisz chyba, że nie ma żadnych szans, prawda? - teraz to ja miałam łzy w oczach. - Córeczko, lekarze dali mu jeszcze dwa dni na wybudzenie się, jeżeli nie, odłączają go od aparatury. - poleciała jej pierwsza łza. - Jak to? Nie mogą! Oni powinni ratować ludzi przed śmiercią, a nie pomagać im umierać, chyba nie dasz mu się tak szybko poddać?! - krzyknęłam w jej stronę. Opuściła głowę, przytuliłam ją do siebie, powstrzymałam łzy napływające mi do oczu. - Wyjdzie z tego, nie podda się, ja go znam... - wyszeptałam cicho.
Usiadłam na łóżku, moje plecy drżały od tłumionego płaczu, po chwili zwilgotniały mi oczy, poczułam łzę na policzku, nie miałam sił, miał się nie poddawać, miał być silny. Chwilę później płacz targał moim ciałem, nie mogłam powstrzymać łez, płakałam cicho, tak aby mama nie usłyszała, nie poczułam nawet, kiedy znalazłam się na poduszce i poczułam się beztrosko, tak, zasnęłam.
Promienie słońca dostały się do mojego pokoju, usiadłam na łóżku, przetarłam dłonią oczy i ześlizgnęłam się wraz z kołdrą z łóżka.  Opatulona w ciepłe nakrycie zeszłam do kuchni. Była sobota, dzień wolny, początek weekendu, tydzień temu cieszyłabym się, że nadszedł, dziś, chciałabym aby w ogóle go nie było, aby nic nie było. - Julia, masz gościa. - usłyszałam głos mamy, która wychyliła się zza ściany wychodzącej na jadalnię. Miałam nadzieję, że to któraś z dziewczyn, weszłam do salonu, po krótkich, brązowych włosach poznałam, że to Kamil siedział na kanapie. - Czego chcesz? - stanęłam na przeciw niemu. - Porozmawiamy? - spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem. - Na górze. - powiedziałam krótko i zaraz znaleźliśmy się w moim pokoju. - Więc? - spojrzałam na niego, siadając na łóżko. Usiadł na fotelu i wbił wzrok w podłogę. - Słuchaj, dowiedziałem się dzisiaj od Mateusza, co się stało z twoim bratem. - wyszeptał cicho, prawie niesłyszalnie, spojrzał na mnie, oczy jego zaszkliły się. Nie wiedziałam, że jest taki uczuciowy. - Tak, ale jakoś sobie radzę, nie widać ? - wymusiłam uśmiech. - Julia, dlaczego tak jest? - wstał i podszedł do okna. - Tak? Znaczy jak? - przyjrzałam się mu bardziej. - Dlaczego my nie możemy się dogadać? Przecież wróciłem, rozumiesz? Nie z powodu rodziny, nie z powodu nauki, wróciłem z twojego powodu. - usiadł obok mnie. - Wiesz, nie mam ochoty na tego typu rozmowy, teraz kiedy mój brat walczy o życie w szpitalu, zły moment sobie wybrałeś. - skrzywiłam się lekko w jego stronę. - Innego lepszego nie będzie, będziesz mnie znowu unikać, a ja tęsknie, rozumiesz? Tęsknie. - wyszeptał cicho. Powstrzymałam łzy, napływające mi do oczu. - A ja nie...  - wyszeptałam, po czym spojrzałam na Kamila, siedział patrząc mi prosto w oczy. - Nie? - widziałam w jego oczach łzy. Pokiwałam przecząco głową. - Więc może lepiej, zapomnijmy o sobie? - wstałam i otworzyłam drzwi. Nie odpowiedział, wstał i wyszedł. Trzasnęłam drzwiami, usiadłam na łóżku i schowałam twarz w dłonie. Zaczęłam bezgłośnie płakać, plecy przeszywały ciarki, ciarki zduszonego płaczu. Położyłam się, twarz wbiłam w poduszkę i wybuchnęłam płaczem. - Julia, Julia musimy jechać do szpitala. - usłyszałam mamę, która weszła do pokoju. - Co się stało?! - wykrzyczałam, wstałam jak na kazanie, wytarłam oczy dłonią i patrzyłam na mamę. - Z Michałem jest coraz gorzej, no ubieraj się ! - krzyknęła w moją stronę i zaraz jej nie było. ' Coraz gorzej .. ' głos jej chodził mi po głowie, nałożyłam na siebie bluzę i ubrałam spodnie dresowe, złapałam za gumkę do włosów i związałam w kucyka. Wzięłam telefon i zbiegłam na dół, do samochodu, gdzie czekała na mnie mama, ale nie sama. - A on co tutaj robi?! - krzyknęłam w jej stronę widząc z tyłu siedzącego Kamila. - Nie gadaj tyle i siedź cicho, nie jadę do ciebie tylko do Michała. - powiedział Kamil odwracając głowę w drugą stronę. - Zamknij się ! - krzyknęłam w jego stronę. - Cicho bądźcie! - zainterweniowała mama i ruszyła. Chwilę później biegliśmy we trójkę przez szpitalny korytarz. - Tato?! Co się stało?! - szturchnęłam tatą, który siedział na korytarzu przed salą. Odpowiedziała mi cisza. Weszłam do sali, za mną mama i Kamil. W środku było pięciu lekarzy, którzy próbowali ratować Michałowi życie. Do oczu napłynęły mi łzy, zdałam sobie właśnie sprawę, że umierał, mój kochany braciszek poddał się. Poczułam na ramieniu dłoń Kamila, głosy, które brzmiały mniej więcej ' raz, dwa trzy! ' , ' oddychaj! ' , zaczęły powoli milczeć, nie słyszałam nic, poza biciem swojego serca. Na chwilę odpłynęłam, Kamil poszturchał mnie lekko. Spojrzałam na lekarzy oraz brata. - Zapiszcie. Zgon o godzinie 12:13. - to były ostatnie słowa, które usłyszałam.
- Julia !  Julia ! - usłyszałam głos Michała. - Michał?! - krzyknęłam w stronę jego pokoju. - Przepraszam. - siedział na łóżku patrząc na mnie. - Za co? Przecież jesteś tutaj, żyjesz, nie poddałeś się. - uśmiechnęłam się w jego stronę. - Nie, nie ma mnie, ale pamiętaj, będę przy tobie, zawsze i wszędzie. - posłał mi uśmiech, ten, który tak bardzo kochałam. - Jak to cię nie ma, przecież cię widzę, stary, nie wygłupiaj się! - krzyknęłam w jego stronę, usiadłam obok niego, na łóżku. - Nie martw się, wszystko się ułoży, kiedyś na pewno się spotkamy. - poczułam ucisk w gardle. - Nie zostawisz mnie, prawda? - poczułam na policzku łzę. - Jasne, że nie, będę przy tobie, noc i dzień, będę twoim aniołem stróżem. - wytarł mój policzek. - Nie mów tak, masz wrócić, nie możesz nas zostawić. - łzy spływały mi po policzku. - Kocham Cię... - usłyszałam ostatni raz jego głos, po czym jego postać zaczęła robić się mniejsza. - Ja Ciebie też ! - wykrzyczałam. - Julia! - ponownie usłyszałam męski głos, ale nie był to już głos mojego brata. Otworzyłam oczy, ujrzałam Kamila. - Więc to był tylko sen?! - krzyknęłam przerażona. - Cicho, uspokój się, ciii. - zaczął mnie uspokajać, pogłaskał mnie po głowie i przytulił do siebie. - Czekaj, gdzie Michał? - rozejrzałam się po sali, która nie przypominała mojego pokoju. - Gdzie on jest ?! - krzyknęłam, po czym zeszłam z łóżka szpitalnego i biegiem udałam się do sali brata. Łóżko było puste, zdałam sobie sprawę, że już  go nie ma. - Mamo? Gdzie on jest? - spojrzałam na nią, siedziała na korytarzu z twarzą ukrytą w dłonie. - Na końcu korytarza masz lekarzy. - wyszeptała przez łzy. Pobiegłam do pokoju lekarskiego, wraz z Kamilem i z lekarzem podążałam przez korytarz szpitalny do pomieszczenia gdzie leżał Michał. Lekarz odkrył ciało, dotknęłam jego dłoni, była zimna, przeraźliwie zimna. Przykucnęłam przy stole, na którym leżał brat. Wtuliłam gorącą twarz w jego zimne dłonie, zaczęłam bezgłośnie płakać. Po chwili Kamil pomógł mi wstać, złapał mnie w objęcia i przytulił mocno do siebie z całych sił. - Będzie dobrze... - wyszeptał cicho do ucha, dłonią błądząc wolno po plecach.

więc drogie czytelniczki, zbliżamy się do końca opowiadania części pierwszej :) 
to znaczy, że ten rozdział jest przedostatnim rozdziałem pierwszej serii.
niebawem będzie rozdział dwudziesty pierwszy, czyli ostatni.
może jest to dla wielu z was szok, bo obiecałam dokończyć opowiadanie,
w razie co, mówię, że nie jest to koniec, to jest tylko przerwa, 
więcej o serii drugiej w następnym rozdziale. 
Pozdrawiam was :***

13 komentarzy:

  1. Kurde, aż się popłakałam . Dziewczyno masz niewyobrażalny talent ;D Ty weź napisz książkę !;* Mam nadzieje, że ta przerwa długa nie będzie ;))

    OdpowiedzUsuń
  2. przyznam, ze tez sie rozplakałam:( nie mozesz tak po prostu zakonczyc tego opowiaania... Błagamy cie... pisz dalej

    OdpowiedzUsuń
  3. nie zgadzam się ! ! ! -,-

    weź wydaj książkę albo co xd

    I nie przerywaj ! codziennie wchodzę na twojego bloga i niecierpliwie czekam na kolejny rozdział , a ty chcesz tak sb przestać?! nie ma tak : d

    OdpowiedzUsuń
  4. świetne opowiadanie i muszę przyznać, że niektóre rzeczy można zaliczyć do normalnego życia jednakże Julia powinna "pogodzić" się z Kamilem

    ~ pzdr.

    OdpowiedzUsuń
  5. popłakałam się :( i pierwszy raz nie chcę kolejnej notki... ja rozumiem - przerwa, ale ciągnij to dalej, co ? ;)
    Madzikovva

    OdpowiedzUsuń
  6. ej no pisz nastepny rozdział :d
    bardzo bradzo świetna jesteś :d
    julka powinna wrócić do kamila :d

    OdpowiedzUsuń
  7. miałam łzy w oczach.. nie przestawaj pisać.. proszę Cię. zależy nie tylko mi, żebyś pisała, ale innym czytelniczkom także. nie zawiedź nas.!
    Edytor.

    OdpowiedzUsuń
  8. ej no!
    Popłakałam się...
    Czekam, czekam na kolejny ;p

    OdpowiedzUsuń
  9. Ahh .. Sama 5 miesięcy temu straciłam tatę .. Jebany zawał ..
    Ale gdy to czytam jest mi jeszcze gorzej, ale też uświadamiam sobie, że nie należy się poddawać .. Otrząsnęłam się już dawno ze śmierci taty, ale ból pozostaje dalej .. Masakra ..
    Piękna historia .. Brakuje mi czasu na przeczytanie - jutro dokończę ..
    Brak mi słów .. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo współczyje z powodu taty mój w domu jest 2 dni na 2 tyg.

      Usuń
  10. Moja rodzina jest jak kratka nie mam dziadków i wójek też umarł wszyscy na raka .
    Lecz gdy to czytam łzy same lecą mi po policzkach . Kocham tą historie ! Wypłakałam wszystkie łzy za to Ci dziękuje , dziękuje za to przypomnałaś mi moją rodzine .

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziewczyno jesteś niezwykła naprawde umiesz doprowadzać do łez ... Maxxx talentu ...

    OdpowiedzUsuń