piątek, 21 października 2011

Rozdział czterdziesty.

Przetarłam oczy dłonią, usiadłam na łóżku, po raz kolejny ziewnęłam i spojrzałam na telefon, którego wyświetlacz migał. ' Nikola dzwoni' - przeczytałam w myślach. - Tak? - przyłożyłam słuchawkę do ucha, po czym ześlizgnęłam się z łóżka. - Jak tam? - zapytała radosnym głosem. - Wszystko okej, miałaś rację, pobyt tutaj dał mi wiele do zrozumienia i wiesz co? Od trzech dni inaczej żyję, tak jakby nic się nie stało, po prostu, postanowiłam, że zajmę się sobą, nie będę rozmyślać o Kamilu, nie będę go wspominać, tak jakby go w ogóle nie było. - powiedziałam, po czym uśmiechnęłam się do swojego odbicia w lustrze. - To super, bo nie mogłam doczekać się kiedy w końcu zaczniesz ponownie żyć. - zachichotała cicho. Podeszłam do okna, co było moim błędem. - Nikola, muszę kończyć. - powiedziałam, co zdawało się na szept. Rozłączyłam się i odłożyłam telefon na szafkę nocną, powróciłam do okna i lekko odchyliłam zasłony. - O rany... - wyszeptałam. W jednej chwili przed oczami zrobiło się ciemno, usiadłam na łóżku i zaczęłam spokojnie oddychać. To nie mogło być możliwe, byłam tutaj już 6 dni i jak na złość koniec musiał mi zepsuć? Jeszcze pięć minut wcześniej czułam się świetnie, myślałam, że udało mi się, że dam radę, ale niestety jednak nie. Złapałam za telefon i wykręciłam numer Nikoli. - Nie uwierzysz... - zaczęłam z grubej. - Co się stało? - koleżanka się zdenerwowała.  - Kamil tutaj jest. - powiedziałam, po czym raz jeszcze podeszłam do okna. - Co?! - zaskoczona Nikola chyba tak samo jak ja, nie mogła uwierzyć. - Ale wiesz co... spodziewałam się tego, prędzej czy później. - zaśmiała się cicho. - Ale pamiętaj, spokój może cię tylko uratować. - spoważniała. - Twoja babcia jednak ma długi język. - zaśmiała się jeszcze, po czym rozłączyła się. Stałam tak jeszcze chwilę. ' Nie, to nie możliwe, dopiero co udało mi się wyjść w połowie na prostą, a ten mi to jeszcze utrudnia. ' - pomyślałam. Postanowiłam, że się nie dam, zobaczy, że trzymam się świetnie. ' Dobra mina do złej gry?' - zapytałam samą siebie, po czym uśmiechnęłam się szczerze. Moje myśli rozwiał dźwięk hotelowego telefonu. - Słucham? - powiedziałam do słuchawki. - Pani Julio, gość do pani, mówi, że ma pilną sprawę, ale nie chce się przedstawić, może pani zejść? - po drugiej stronie usłyszałam męski głos. - Proszę go wpuścić. - odłożyłam słuchawkę, a następnie poprawiłam szybko makijaż i przeczesałam dłonią włosy. ' Co ja robię? ' - usłyszałam swoje myśli. Dlaczego tak się zachowuję, co we mnie wstąpiło? Przecież on nic dla mnie nie znaczy. - Chyba... - wyszeptałam do siebie. Usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam je, doskonale wiedziałam kto za nimi stał, i o dziwo nie bałam się tego spotkania, było mi już wszystko jedno. - Mogę wejść? - usłyszałam jego zachrypnięty głos. ' Tak! Nie rusza mnie to, nie reaguję już tak samo jak ostatnio. ' - pomyślałam. Dziwne, żeby po tak krótkim czasie wszystko wygasło, ale przypominając sobie głos kobiety, po czym jego 'kochanie', nienawiść sama we mnie rosła, a miłość za to malała. - Wejdź. - powiedziałam, po czym uchyliłam drzwi szerzej. - Musimy porozmawiać. - stanął obok mnie, łapiąc mnie za ramię. - Ej, ej. To, że pozwoliłam ci wejść o niczym nie świadczy. - skrzywiłam się w jego stronę. - Puść, bo zaraz stąd wyjdziesz. - wysyczałam cicho. - Przepraszam. - rozluźnił ucisk i uciekł wzrokiem gdzieś w inną stronę. - Teraz nie mam czasu. - powróciłam do poprzedniego tematu. - Więc proszę o jedno spotkanie. - spojrzał mi w oczy. - Dzisiaj wieczorem. - dodał. - Po co? - przyglądałam się mu pytająco. - Porozmawiać. - widać, że był zirytowany tą rozmową.  - Mamy o czym? - zaśmiałam się ironicznie. - Przestań, dobra?! - krzyknął wyprowadzony już z równowagi. Tak, udało mi się. - Nie krzycz na mnie! - tym razem to ja krzyknęłam. - Dobra, przepraszam, poniosło mnie, ale musimy coś sobie wytłumaczyć. - dążył dalej. - Wiesz co oznacza słowo 'przepraszam'? - śmiałam się cicho. - Dlaczego to robisz? - spojrzał na mnie ze łzami w oczach. - Co? Ja? Że... - zatkało mnie, przestałam się śmiać, patrzyłam teraz na niego jak na idiotę. - ...że co?! Co ja robię? Pomyślałeś co ty zrobiłeś?! - krzyknęłam w jego stronę. - Dobra, jak sama powiedziałaś, nie masz teraz czasu. Spotkajmy się o 19 w restauracji na parterze, będę czekał. - spojrzał na mnie, po czym otworzył drzwi. - O nie, o 19 to ja idę zwiedzać resztę Paryża, więc przykro mi bardzo, ale najwyraźniej nici z rozmowy. Najwidoczniej wszystko sobie wyjaśniliśmy, a teraz żegnam. - patrzyłam na jego załzawione oczy, po czym trzasnęłam drzwiami. Położyłam się na łóżku i wtuliłam twarz w poduszkę. Przez tego drania wszystko wraca, niepotrzebna była ta rozmowa, niepotrzebnie tutaj przyjechał. Podniosłam się z łóżka, wytarłam rękawem mokre oczy, złapałam za pudełko tabletek uspokajających i zażyłam jedną. Zamknęłam oczy i policzyłam do stu, dzięki temu powracałam do pozytywnych myśli. Po godzinie leżenia wstałam, złapałam za ciuchy i poszłam pod prysznic, który trochę mi pomógł. Ubrałam się, pomalowałam i wyprostowałam włosy. Schowałam do torebki telefon, portfel i inne potrzebne mi rzeczy. Ubrałam buty i kurtkę, po czym wyszłam z pokoju zamykając go na klucz. Po piętnastu minutach chodziłam po centrum i kupowałam różne prezenty dla rodziców, jutro miałam wracać więc musiałam im coś kupić tak samo jak i Nikoli i babci. Zakupy zajęły mi dwie godziny, wróciłam do hotelu odłożyłam je na miejsce i ruszyłam spełnić jeszcze jedną misję, którą specjalnie zostawiłam na koniec. Chwilę później zmierzałam ulicami, które prowadziły do wieży Eiffla. Tak, ją zostawiłam sobie na koniec, bo najbardziej mi imponowała. Godzinę później stałam już na szczycie wieży, gdzie widok na Paryż był ... nie, jednak nie da się go opisać. Stałam tak z dobre dwadzieścia minut i rozmyślałam o swoim życiu. Niby miałam dopiero 18 lat, ale czułam się jakbym przeżyła więcej, jakbym była już starszą kobietą po przejściach. Słysząc swoje myśli zachichotałam cicho. - Myślisz, że ci odpuszczę tę rozmowę? - usłyszałam głos Kamila...

bez szału. 
jak już wspominałam, chcę jak najszybciej zakończyć tego bloga.
ten rozdział dedykuję osobie, która wiele przeszła pomimo tak młodego wieku.
ze szczerą nadzieją wierzę w to, że wszystko ci się ułoży. 
Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć Zuza ;* 
baj ! <3 

7 komentarzy:

  1. jejku dziękuje <3
    nie wiem co bym bez cb zrobiła, dobrze że jesteś : *
    a co do rozdziału to jak zwykle mega, <3
    + czekam oczywiście na kolejne : *

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialne. !
    Ja chce juz nastepny. Tak mnie wciaga to twoje opowiadanie, ze zawsze na koncu mam niedosyt. ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. A konczysz to opowiadanie i zaczynasz nowe, czy juz wgl z tym konczysz ?

    OdpowiedzUsuń
  4. cudowne! nie kończ szybko z tym blogiem bo pisanie idzie Ci świetnie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. lamourss : chcę zakończyć to opowiadanie i zastanowić się nad nowym, jeśli będzie oczywiście jakiś pomysł. ;**

    umakemesmile: dziękuję ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. jejuu Boskie nie kończ proszee ;*

    OdpowiedzUsuń