wtorek, 20 grudnia 2011

Rozdział 13

Nawet nie zauważyłam, kiedy od feralnego dnia w dyskotece, minęły równe trzy tygodnie. Trzy tygodnie, w których prawie w ogóle nie widziałam się z mamą (jeśli spotkanie na mieście, przy czym była kłótnia, można zaliczyć do nie widzenia się), trzy tygodnie, w których w ogóle nie rozmawiałam z Deanem i trzy tygodnie, w których zdążyłam pogodzić się z przyjaciółmi. Na ogół to daję radę, żyję. A co do ojca, to nadal nie mam odwagi do niego zadzwonić i zapytać, czy mogłabym do niego wyjechać. Z jednej strony przyjaciele, rozumiem. Ale też muszę myśleć o sobie - żeby nie było, po części zgodziłam się z przyjaciółmi, że ostatnio byłam dosyć samolubna, ale kiedy usłyszeli moją historię, zrozumieli dlaczego. Tak, też zgadzam się z tym, że za dużo ludzi już o mnie wie, ale jeśli to mają być prawdziwi przyjaciele, to czemu mają tego nie wiedzieć? 
Co do Deana, tak właśnie, równe trzy tygodnie bez większych rozmów, no, może jakieś tam kłótnie, które nic nie znaczą. On, dał sobie spokój z przepraszaniem, ale przez dłuższy czas męczył mnie, chodząc za mną dzień w dzień po szkolnym korytarzu. Właśnie, szkoła. Wróciłam, by tylko ją zakończyć. Postanowiłam nie załamywać się i ukończyć tę szkołę, ponieważ bez niej, nie miałabym perspektyw na przyszłość. Jak na razie pieniądze są, ponieważ ojciec, pomimo tego, że nie dzwoni zbyt często i nie przyjeżdża, co miesiąc wpłaca mi niezłą sumkę na konto, z czego jestem mu wdzięczna, ponieważ bez tego pewnie umarłabym z głodu. A gdzie mieszkam? Więc dalej u Oliwera, skąd mam się wyprowadzić niebawem. Właśnie jadę razem z Sophie do mieszkania w centrum miasta, które mam zamiar wynająć. Tak, najpierw muszę się upewnić, że jest dobre i czy mi wystarczy pieniędzy na to, by je utrzymać. Jasne, że lepiej by było, gdybym z kimś je wzięła, po pierwsze, wychodzi taniej, a po drugie, nie nudziłabym się. Nie, chyba nie będę się nudziła nawet jeśli będę w nim sama...
Po raz piąty usłyszałam od pani, zajmującej się nieruchomościami, że mieszkanie jest bardzo ładne i akurat dla mnie. Niech ktoś ją weźmie, albo mnie coś weźmie....
- To możemy w końcu je zobaczyć? - zapytałam ironicznie.
- Proszę bardzo - uśmiechnęła się do mnie, po czym wskazała na blok.
Jak się okazało, prawie moje mieszkanie znajdowało się na drugim piętrze, również zgadzam się z kobietą, że mieszkanie jest ładne. Po wejściu do niego, można było od razu zauważyć, że jest w nim wiele miejsca, możliwe, że za wiele jak dla jednej osoby. Przedpokój otaczały fioletowo-białe paski, kuchnia, która była na lewo, była dosyć duża. Na prawo od przedpokoju znajdował się salon, a z niego przechodziło się do dwóch innych pokojów. Oczywiście nie mogło zabraknąć łazienki... Całe mieszkanie było dosyć oświetlone, dzięki dużym oknom, wychodzącym na uliczkę. Podsumowując? Biorę to! 
Po załatwieniu formalności, które trwały kilka dni, w końcu mogłam przeprowadzić się do swojego nowego mieszkania. Niby wszystko fajnie, super, tylko brakowało mi tutaj osób, było zbyt nudno...
- Savannah, jeszcze jedno pytanie... - usłyszałam w słuchawce telefonu głos Sophie, z którą uzgadniałam jak przygotować parapetówkę. 
- Co? - zapytałam oschle, bo domyślałam się o co, lub o kogo może jej chodzić.
- Może z nami przyjść Dean? - niepewnie zapytała.
- Sophie, nie! - krzyknęłam do słuchawki, co mnie samą przestraszyło.
- No to ja nie idę - jak zwykle, niby obrażona.
Denerwowało mnie to. Czy ona nie mogła zrozumieć, że ten człowiek pobił mojego przyjaciela? A dlaczego? Ponieważ zachciało mu się o mnie martwić. Ironia, po prostu. 
- Ogarnij się, idziesz.
- To więc on też może? - po głosie dało się wyczuć, że się uśmiecha.
- Dobra skończ.
- Czyli jednak? - upewniła się.
- Tak, ale nie gadaj już o tym. Widzimy się wieczorem - cmoknęłam do słuchawki, po czym rozłączyłam się.
Usiadłam na kanapie i rozejrzałam się po salonie. Było czysto, a za nic nie chciałoby mi się sprzątać. Więc czekały mnie tylko zakupy... Wstałam, zabrałam portfel do torebki i telefon, po czym wyszłam z mieszkania.
Wróciłam dopiero po 18, czyli została mi godzina. Ludzie pewnie już są poinformowani, dzięki Sophie, więc nie mam o co się martwić. Na szybko rozpakowałam wszystko, po czym wyłożyłam to na stół, to na blat. Przebrałam się w czarne leginsy i bokserkę w paski, a na to sweterek. Już parę minut po 19 usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Cześć! - usłyszałam krzyki całej mojej paczki. Każdy coś włożył mi w rękę (że niby prezent na nowe mieszkanie?)
Patrzyłam na każdego, ale dalej nie mogłam wyłapać twarzy Deana, czyli co? Rozmyślił się? I dobrze...
- Dean przyjdzie trochę później, więc się nie martw - Sophie wyszczerzyła się w moją stronę. Czy ona czyta w myślach?
- Super, tylko na niego czekam - odpowiedziałam z ironią.
Chociaż może... Dziwnie by było, gdyby nie przyszedł... Nie byłoby to samo.
Już po godzinie impreza się rozkręciła, inni poprzychodzili, a Deana dalej nie było.
- Fuck! Przestań o nim myśleć! - skarciłam się w myślach.
Niby było okej, tańczyłam, śmiałam się, ale jakoś nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Czułam dziwną pustkę... Jak to nazwać? Czy miłość? Nie sądzę, prawie go nie znam. Przesadziłam, znam go, ale nie takiego... W którym mogłabym się zakochać.
- Dean, kocie! - usłyszałam Sophie, która rzuciła się na wchodzącego chłopaka.
Yy, że jak? Od kiedy oni są na 'kocie' ? Czy ja o czymś nie wiem?


Wchodząc do mieszkania Savannah, na szyję rzuciła mi się Sophie. Od trzech tygodni 'zarywa' do mnie tylko po to, by Michał był o nią zazdrosny. Na jego miejscu już bym dawno wpieprzył kolesiowi, widząc, że osoba którą kocham przystawia się do innego. Chociaż nie, do takiej zazdrości bym się nie posunął, ale pewnie jakoś bym zareagował. Oni nie są razem, prawda? Więc pozostałoby mi tylko zapomnieć.
- No, cześć - odpowiedziałem bez entuzjazmu, ponieważ moją uwagę przykuła inna postać, bardziej ciekawa?
Savannah, tak. Sprzeczamy się,  ale mi się to podoba. Uwielbiam jej dogryzać, a ona prawdopodobnie mi.
- Cześć dziubasku - podszedłem do niej, wyszczerzając się. Jej mina? Bezcenna.
Zawsze denerwowało ją to, zawsze kiedy tak się do niej zwracałem.
- Żałuję, że cię zaprosiłam. Dopiero co kupiłam mieszkanie, a zaraz będę musiała je wietrzyć - odgryzła się.
Nie, nie ruszyło mnie to.
- Dobra dzieci, skończcie i bawcie się - Sophie zatańczyła obok nas makarenę.
Po raz kolejny spojrzałem na Savannah. Stała, patrząc gdzieś w dal, jakby zamyślona. Coś zrobiłem? A no tak, zapomniałem. Pobiłem jej przyjaciela. Moja wina? Myślałem, że to jakiś zboczeniec, który zabawi się nią dla kasy. Chcesz dobrze? Zawsze wyjdzie na to, że zrobiłeś źle... Nie zrozumiem tej dziewczyny, nigdy.
Nie czekając na nie, odszedłem przywitać się z kumplami.
Pierwsze co? Kieliszek w dłoń i zapomnieć o całym bożym świecie.
Tak też zrobiłem, a za tym poszło parę innych.


Zabawa była dosyć rozkręcona, a mi jeszcze było mało. Taniec, wódka i tak na zmianę. Podobało mi się, nie powiem, że nie. Chyba już dziesiątą piosenkę pod rząd tańczyłam razem z Sophie na stole ( fuck, chyba za dużo wódki ). Ale spokojnie, żadnego striptizu, co to to nie! Przynajmniej nie przed innymi... (dop.haha). Każdy był zajęty sobą. To picie, to tańce, a gdzieś w kuchni chyba przyrządzali budyń. Po co komu budyń? Nie wiem. Skąd oni go wzięli? Też nie wiem. Ważne, że dobrze się bawią i oby mi nie puścili kuchni z dymem... No tak, o tym to nie pomyślałam. Dean również znalazł zajęcie. Upił się, że aż zasnął. Chyba już dobre pół godziny go nie słychać, bo przed tym to gadał jak zjarany.
- Która godzina? - zapytałam jakiegoś (chyba jeszcze nie za bardzo wciętego) chłopaka.
- Dochodzi pierwsza - tak, nie był pijany.
- O fuck... dopiero była 18! - spojrzałam na niego, a ten wybuchnął śmiechem.
Chyba coś gadał pod nosem, ale nie słyszałam go, odwróciłam się i wróciłam do tańczenia. Promile, które dawały o sobie znać jak nigdy, dodawały mi odwagi i radości. Pomimo, że kręciło mi się w głowie i trochę muliło, piłam dalej.
Po drugiej połowa się zmyła, z czego została tylko moja paczka, czyli Sophie, Paweł, Mateusz, Michał i Łukasz. No, Deana też mogę wliczyć, ale on spał...
Siedzieliśmy na kanapie, nudząc się, chyba każdy już usypiał.
- Może zagramy w butelkę? - Sophie wypaliła, uśmiechając się przy tym.
- Dawajcie! - Michał od razu przytaknął.
Cóż robić?
- To ja popatrzę... - uśmiechnęłam się lekko, po czym oparłam głowę na oparciu, żeby mieć lepszy widok na podłogę.
- Nie ma bata, grasz z nami - Paweł wstał, po czym wywalił mnie z łóżka.
Poddałam się, nie miałam szans z tymi 'gorylami'.
- To ja kręcę - Michał uśmiechnął się cwaniacko, patrząc przy tym na Sophie, po czym złapał za butelkę i zakręcił nią.
Z ust koleżanki poleciało przekleństwo. Tak, czubek butelki wskazał na nią.
- Pytanie czy zadanie?
- Pytanie - odpowiedziała niepewnie.
- Czy ktoś z naszego grona, podoba ci się? - zapytał, najwidoczniej bardzo szczerze, bo nawet jego kąciki ust nie drgnęły.
- Tak - dziewczyna spłonęła rumieńcem.
- Ouu - razem z chłopakami cicho skomentowaliśmy.
Czyżby ich coś łączyło? Ale jeśli ona zarywa do Deana to... Nie rozumiem już nic.
- Teraz ja chcę - Paweł pokazał rząd białych zębów.
Każdy skulił się, by tylko na któregoś z nas nie wypadło.
Tak, Pawła każdy się bał w tej zabawie.
- Oo, nasza Savannah! - zaśmiał się szyderczo. - Więc? Co chcesz?
- Zadanie - podniosłam na niego wzrok. Nie za bardzo szaleje? A może to te promile?
- Odważna .. - zaśmiał się cicho, po czym na chwilę się skupił.
Nie trwało to długo.
- Tylko niech to nie będzie bolesne... - dodałam cicho, widząc, że otwiera już usta.
- Nie bój się skarbie, jeszcze będziesz mi dziękować... - uśmiechnął się cwaniacko, po czym spojrzał w stronę pokoju, mojego pokoju, gdzie spał Dean. - Pójdziesz tam i obudzisz go bardzo, ale to bardzo, namiętnym pocałunkiem - dusił w sobie śmiech.
Mogłam to przewidzieć...
- Zmieniam zdanie, wolę pytanie! - odpowiedziała szybko, rumieniąc się.
- Nie kochanie, idę z tobą, muszę sprawdzić czy wykonałaś zadanie - złapał mnie za rękę, po czym pociągnął mnie, abym wstała.
Dlaczego jestem aż tak głupia, żeby się nie domyślić? Dlaczego ja, Savannah Smith mam tak nasrane w bani, że chcę pokazać im, że jednak jestem odważna. Masz co chciałaś...
Pocałunek? Nie jest zły, ale żeby go?!  
- Panie Boże, zrób coś, bym nie musiała go całować!
Razem z Pawłem weszłam do pokoju. Ku mojemu zdziwieniu Dean stał przed drzwiami, najprawdopodobniej chciał wyjść...
- Dziękuję!! - krzyknęłam w jego stronę, po czym z emocji przytuliłam się do niego.
- Y, za co? - chłopak stał zaskoczony.
Cóż, też bym była. Chyba nic nie potrafiło opisać tego, co czułam. Z jednej strony, cieszyłam się, że nie muszę go całować... Całować dzięki jakiejś durnej grze. A z drugiej, chciałabym.... (?)
- Musiałeś? - Paweł spojrzał na niego z wyrzutem, po czym wrócił do salonu. - Spieprzył wszystko - usłyszałam jeszcze.
- Powie mi ktoś o co chodzi? - chłopak, którego dalej tuliłam, był dalej oszołomiony.
- O nic dziubasku, dziękuję - zaśmiałam się cicho, po czym bardziej się wtuliłam w jego tors.
Nie wierzę, że o tym myślę, ale... Podoba mi się to!
- Savannah po prostu miała za zadanie cię pocałować - Sophie zaśmiała się.
- Miło - spojrzał na mnie, po czym odsunął mnie od siebie.
- Ale słońce, mi chodziło o to, że w tej durnej grze. Jak chcesz możemy przejść na bok i zrobić swoje - powiedziałam z ironią, dołączając do niego, kiedy siedział już na kanapie.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Ja również.
- To chodź - pociągnął mnie za rękę, a ja doznałam szoku.
- Żartowałam?! - krzyknęłam, ale on nie zwracał na to uwagi.
- A ja nie - zaśmiał się cicho, po czym wyciągnął mnie na korytarz.
Chłopak przysunął się do mnie, na co ja odsunęłam się parę kroków w tył. Ściana. Zajebiście. Oparł się rękoma o ścianę, po czym nachylił się nade mną.
- Dalej jest śmiesznie? - wyszeptał, a powietrze wydobywające się w jego ust, musnęło mój policzek.
Nie odpowiedziałam. Może nie potrafiłam? Z każdą sekundą w przód, chciałam tego bardziej...
- Nie zrobisz tego - kąciki moich ust, uniosły się ku górze.
- Chcesz się przekonać? - chłopak jeszcze bardziej przybliżył swoją twarz, zmniejszając przy tym odległość naszych ust.
W co ja się wpakowałam? - zapytałam samą siebie, chociaż dobrze wiedziałam, że też tego chciałam.
Naszą rozmowę, o ile to można zaliczyć do tych normalnych rozmów, przerwał dźwięk telefonu.
Czyżby Bóg po raz drugi ratował mnie?
Chłopak wyciągnął telefon, po czym spojrzał na mnie.
- Zapomniałem... - wyszeptał cicho, przestraszony.
- Czego? - zapytałam  również lekko  wystraszona.
- Emily... - wyszeptał, po czym zbiegł po schodach.
Z tego co wiem, Emily to jego młodsza siostra... Kojarząc fakty... Zapomniał o siostrze? Ee, nie rozumiem.
Wróciłam do mieszkania, gdzie zastałam przyjaciół, którzy dalej grali.
- I jak? - wszyscy zwrócili na mnie oczy.
- Ee, super - bąknęłam cicho, przechodząc do swojego pokoju.
Teraz interesowało mnie to, o co mu chodziło. Jak to możliwe, by zapomnieć o siostrze? A może ja jestem tak głupia, że źle kojarzę? Nie wiem.
Zastanawiając się o co mogło mu chodzić, zasnęłam.


Po raz piąty chyba dzwoniłem dzwonkiem do jej drzwi. Nikt nie otwierał. Gdzie do cholery ona może być? Mamy przecież 12, więc nie powinna spać...
Z nerwów zacząłem walić w drzwi od mieszkania Savannah. Akurat wtedy, kiedy była potrzebna, nie było jej. A może to źle, że przyszedłem do niej? Może nie powinienem?
- Nie czas na rozmyślania o takich duperelach - głos w mojej głowie przywrócił mnie do życia.
Właśnie, teraz liczyło się tylko to, by ona zechciała mi pomóc.
- Pali się? - usłyszałem jej wrzask.
- Savannah! Pomóż mi! - spojrzałem na nią, zaspaną, kiedy otworzyła mi drzwi.
- W czym? - przetarła oczy, a następnie wpuściła mnie do mieszkania.
- Emily... Nie ma jej... I ojca też nie!



joł, joł :D 
rozdział jest DO KITU. a miał być piękny.. :c
dupa tam, chciałam wam pokazać, że potrafię i dodać rozdział kolejnego dnia.
mam nadzieję, że z tej strony was nie zawiodłam, a powracając do notki...
sami oceńcie .XD 
nie sprawdzałam czy jest dobrze, więc za jakiekolwiek błędy, przepraszam. 

podpisano: crazydream

18 komentarzy:

  1. PodobaMiSię! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejć brak słów wsaniały <33
    Czekam na kolejny ;***

    Kochamm ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. dziewczyno jesteś świetnaaa :D <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam ;)

    Zapraszam do siebie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Każdy rozdział jest coraz ciekawszy i lepszy.
    Czekam na więcej.

    OdpowiedzUsuń
  6. kocham twoje opowiadania ; )

    OdpowiedzUsuń
  7. dobrze jest ;D oby tak dalej ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. faaajnie faajnie :D
    czekam na ciąg dalszy :D
    mam nadzieje, że Dean i Savannah wkońcu będą razem :D

    OdpowiedzUsuń
  9. jeju , uwielbiam twojego bloga . <33
    czekam na kolejny rozdział , mam nadzieję że będzie jutro . :)

    OdpowiedzUsuń
  10. dobrze , dobrze jest :D tak trzymaj !
    no i niech się tak między nimi rozkręca :DD
    oooo tak :DDD
    czekam na następny , mam nadzieję że jutro będzie ;)))

    OdpowiedzUsuń
  11. jest zajebi*** ;d ale moze ogranicz angielskie przeklenstwa :p

    OdpowiedzUsuń
  12. Uhu Genialnie !
    Uwielbiam Cię dziewczyno i Twoje opowiadanie !!!

    OdpowiedzUsuń
  13. , podoba mi się <33

    OdpowiedzUsuń
  14. Troszkę się rozczarowałam bo myślałam że się pocałują a tu ten telefon :D Ale podoba mi się ; *

    OdpowiedzUsuń