wtorek, 3 stycznia 2012

Rozdział 18

- Dziewczyno, jak ty wyglądasz? - Paweł napadł na mnie, kiedy weszłam do mieszkania. 
Przyjrzałam się w lustrze. O co mogło mu chodzić? Przecież fryzura dobrze się trzymała, makijaż zakrywał wszystkie niedoskonałości, a ubiór był okej. Spojrzałam na niego ze zdezorientowaną miną.
-No, chodzi mi o to, że jesteś taka blada. Pewnie Emily daje ci popalić, co? - w dalszym ciągu patrzył na mnie opiekuńczym wzrokiem, po czym posadził mnie na krześle. - Wiesz? Może ja ją dzisiaj wezmę na jakieś lody czy coś, a ty odpocznij?
Wspominałam już, że on mnie ostatnio zadziwia?
- Czy ja się przesłyszałam? - zaśmiałam się cicho, chociaż wiedziałam, że on ma rację.
Od paru dni zajmowałam się Emily, a siebie odstawiłam na dalszy plan. Przyznam, że przydałoby mi się trochę odpoczynku, który miewałam tylko wieczorami, gdy mała zasypiała. 
- Ej, ja chcę tylko pomóc - zrobił obrażoną minę. 
- Okej, okej. Możesz ją wziąć na kilka godzin.. - uśmiechnęłam się w jego stronę, po czym szybko dodałam: - Ale zwróć mi ją całą jeszcze dzisiaj! 
Paweł się zaśmiał, a następnie burknął coś pod nosem.
Po pół godzinie, oboje wyszli. Widocznie mała Emily polubiła Pawła, bo inaczej pewnie nie poszłaby z nim. Nie znałam go od tej strony, naprawdę. 
Po chwili zastanowienia postanowiłam, że dzisiejszy dzień poświęcę sobie i pójdę na małe zakupy, które zapewne zajmą mi parę godzin...


Leżąc na łóżku szpitalnym, zastanawiałem się, czy Michał z Sophie wykonali moją prośbę i odwiedzili dzisiejszego wieczoru Savannah. Wbiłem wzrok w okno, za którym już dawno zapadł zmrok. Przez kilka ostatnich minut próbowałem dodzwonić się do Michała, ale nie odbierał. Przyznam, martwiłem się trochę. Po chwili wpadłem na pomysł, by spróbować zadzwonić do Sophie - tak, szybko, nie ma co.
- Sophie? W końcu.. I co? Byliście u Savannah? - zacząłem, kiedy usłyszałem po drugiej stronie głos koleżanki.
- Ale jak? Jesteśmy pod szpitalem, zaraz u ciebie będziemy - powiedziała, po czym zakończyła rozmowę.
Z tego co zrozumiałem, nic nie wiedziała o tym, że mają iść do Savannah. Jeśli ten człowiek mnie wykołował, będzie po nim. 
Już po paru minutach do sali wparował Michał, a za nim Sophie.
- Przepraszam, przepraszam, przepraszam - chłopak w szybkim tempie znalazł się obok mojego łóżka, a następnie usiadł na nim.
- Tylko nie mów, że... - zacząłem wolno, zaciskając zęby. 
Jego mina mówiła sama za siebie. Zapomniał. 
- Człowieku! To nie jest zabawa, jej naprawdę może coś grozić, rozumiesz?! - z nerwów aż krzyknąłem.
Sophie uniosła się z krzesła, na którym jeszcze przed chwilą siedziała.
- Jak to? - w mig znalazła się obok mnie. 
Podniosłem się na łóżku, tak, aby usiąść. Podałem jej list - który jeszcze niedawno przyniosła mi Savannah - i schowałem twarz w dłoniach. 
Michał znalazł się obok niej, co wyczułem, kiedy zszedł z łóżka. 
Po chwili usłyszałem chlipnięcie.
- Ej, Sophie - uniosłem głowę, widząc, że chłopak tuli dziewczynę, wciskając mi list do ręki.
Koleżanka wyrwała się z jego uścisku, po czym spojrzała na mnie pogardliwym wzrokiem.
- W co się wpakowałeś?! - uniosła głos. - Gówno mnie obchodzi, że ty, ale musiałeś akurat ją w to wciągnąć?! A jeśli on pisze prawdę? Jeśli coś jej zrobi?! - dziewczyna nie hamowała się. 
Rzucała słowami, które zabolały. Może i miała rację, ale nie powinna...
- Sophie przestań - Michał odsunął ją ode mnie, po czym spojrzał na mnie.
- Lećcie do niej - rzuciłem krótko, a następnie odwróciłem głowę w drugą stronę, by tylko nie patrzeć w oczy Sophie.
 Czy byłem tchórzem? Nie. Po prostu też zabolała mnie moja bezmyślność. Jak mogłem być taki głupi i w to wszystko ją wplatać? Chociaż nic takiego nie zrobiłem, wystarczyło tylko, że spotykałem się z nią dosyć często, co przykuło uwagę tych, których nie powinno to w ogóle obchodzić. Nie czekając ani chwili dłużej, wybrałem numer do Savannah.


Wchodząc do domu, usłyszałam dźwięk telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz, na którym widniało imię Pawła.
- O której będziecie? - zapytałam radosnym głosem do słuchawki.
- Siedzimy u mnie w domu. Mama tak polubiła Emily, że nie chce jej dzisiaj wypuścić, więc może u nas zostać? Jutro ci ją przywiozę - zaśmiał się cicho.
- Mama? A ty? Przecież to ty miałeś się nią zająć.
- No tak, ale.. 
- Dobra, nie ma sprawy. Podziękuj mamie - rzuciłam, a następnie rozłączyłam się.
Przyznam, nawet cieszę się, że również wieczór będę miała wolny. Co z pewnością zamierzam wykorzystać. 
Odłożyłam wszystkie zakupy na stół, po czym nastawiłam czajnik z wodą. 
Pomimo, iż cieszę się z jednego powodu, nie mogę zapomnieć o drugim, dzisiejszym wydarzeniu. A mianowicie chodzi mi o zachowanie Deana, w sprawie tego listu. Cały dzień chodziło mi po głowie pytanie ' Co tam pisało? ' , gdybym mogła cofnąć czas, sama bym go przeczytała. No, ale cóż, kto by myślał, że Dean tak się zachowa?
- O wilku mowa... - powiedziałam do siebie, kiedy spojrzałam na dzwoniący telefon.
- Savannah? 
- Nie.
- Przecież słyszę... - chłopak był zdezorientowany.
- Na głupie pytanie, głupia odpowiedź - zachichotałam cicho, ale tak, by on nie usłyszał i nie wyczuł, że się uśmiecham. Nie może... Ja się gniewam. 
- Mogę rozmawiać z Emily? - najwidoczniej on też był obrażony. Ale za co?
- Nie. Paweł wziął ją dzisiaj do siebie - przyjęłam suchy ton głosu.
Chłopak chwilę się nie odzywał.
- Wszystko w porządku? - zapytał niepewnie. Jakby... Się bał?
- Tak, a czemu miałoby nie być okej? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Tak pytam - nudziła mnie już ta rozmowa. Przyzna, że wolałabym oko w oko. - Za jakieś 20 minut powinni być u ciebie Sophie z Michałem.
- O, to super - cicho odburknęłam, po czym dodałam: - Muszę kończyć. Pa.
Po naciśnięciu czerwonej słuchawki poczułam lekki niepokój. Może to jego humor działa tak na mnie? Po chwili, gdy przypomniałam sobie, że nie zapytałam co było w liście, wykręciłam jego numer. Tak wiem, idiotka, ale to nie moja wina, że on ma taki świetny głos... 
- Sama nie wiesz czego chcesz - pomyślałam.
Po pierwszym sygnale, szybko się rozłączyłam, czując to samo uczucie co przed chwilą. Z jednej strony chciałam z nim rozmawiać, słuchać jego uspokajającego głosu, a z drugiej nie mogłam pokazać mu, że aż tak mi zależy. I brawo. Właśnie zrobiłam z siebie idiotkę, kiedy to puściłam mu sygnał. 
Kiedy już poukładałam myśli, na tyle, by wziąć się do roboty, co do mojej osoby, wstałam i przeszłam do salonu, gdzie zapaliłam światło.
To, co zobaczyłam po włączeniu włącznika zmroziło mi krew w żyłach.




rozdział napisany z nudów .
siedzę w stercie chusteczek i piszę rozdziały,
nie ma co, świetnie zaczęty rok - przeziębieniem.
jedyny plus - brak szkoły : )
dobra, do kiedyś tam robaczki <3
-,-

podpisano: crazydream

17 komentarzy:

  1. czekam na następny
    <3333333333333333333

    OdpowiedzUsuń
  2. Boski. masz talent < 33 .

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mogę doczekać się już następnego ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. powrotu do zdrowia. <3


    błagam o następny ; D . ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Jesteś genialna <3
    Uwielbiam czytać Twojego blogaa !
    czekam na następny ; * .

    OdpowiedzUsuń
  6. kochamy cie dziewczyno! ;d i zaslugujesz na te wszystkie mile slowa ;) nie przejmuj sie wszystkimi trudnościami bo one przejdą ! :*:*
    Ania ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Super , b. mi się podoba !
    Nie mogę się doczekac kolejnego rozdziału : )

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny rozdział.
    Ej ja chcę kolejny jutro!.;D

    OdpowiedzUsuń
  9. jestem ciekawa co kombinujesz :DD
    czekam na następny :))

    OdpowiedzUsuń
  10. kiedy następne ?

    OdpowiedzUsuń
  11. świetny to mało powiedziane <3 .

    OdpowiedzUsuń