piątek, 23 marca 2012

Rozdział 27

Po raz trzeci okrążyliśmy z Kamilem plac zabaw, na który przyszliśmy po całym zajściu. Biłam się ze swoimi myślami od dłuższego czasu. Szukałam jakiegoś racjonalnego wytłumaczenia na całe to zdarzenie, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Boże, jaka ja muszę być głupia, że jeszcze próbuję go przed samą sobą usprawiedliwić. To co zrobił było niewybaczalne. W tej chwili byłam pewna, że nie wrócę do niego, że to koniec, ostatecznie. 
Kamil w tym czasie chodził za mną, w ogóle nie dając o sobie znaku życia. W pewnych chwilach wydawało mi się, że jestem sama. Nie przeszkadzało mi, że był, może i potrzebowałam samotności, ale on w niczym mi nie przeszkadzał. 
- Odezwij się - przerwałam ciszę i usiadłam na ławce, patrząc na jego sylwetkę, która właśnie obok mnie usiadła.
- Chciałbym cię gdzieś zabrać, żebyś o tym nie myślała, ale boję się ci to zaproponować - powiedział niepewnie.
Zaśmiałam się cicho, po czym złapałam go za rękę i ruszyłam w nieznaną mi stronę.
- To gdzie mnie zabierasz? - spojrzałam pytająco, przymrużając przy tym oczy.
- Nie zdążyliśmy się zabawić tam, więc chodź gdzieś indziej, znam dobrą dyskotekę - uśmiechnął się.
W tym samym momencie oboje usłyszeliśmy dźwięk jego telefonu, a chwilę później mojego. Oboje wybuchnęliśmy śmiechem. On wyciągnął swój i odebrał, a ja swój, a widząc, że to Dean, odrzuciłam. Przy okazji wyłączając telefon. 

Oczami Kamila: 
Kiedy usłyszałem dźwięk dzwonka, byłem pewny, że dzwoni szef. Odszedłem na bok i trochę zakłopotany odebrałem.
- Słucham? - zapytałem niepewnie, po czym skierowałem wzrok w Savannah stronę. 
- Wszystko idzie jak ustalaliśmy, czy może ci pomóc? - w moim prawym uchu rozległ się zachrypiały głos. I nie, nie należał on do miłych.
- Dzięki, ale dam radę. W końcu nie pierwszy raz to robię, więc mi nie przeszkadzaj -  odburknąłem zdenerwowany, chcąc już zakończyć.
- Nie takim tonem, bo wiesz co będzie - chyba zagroził, a następnie zakończył rozmowę.
Wiedziałem, że tylko tak mówi. Nigdy nie zrobiłby krzywdy swojemu siostrzeńcowi. Dlatego też stawiałem mu się w każdej sytuacji. 
Spojrzałem po raz kolejny na Savannah, po czym posłałem jej uśmiech. Taka szkoda, że taka dziewczyna będzie cierpiała podwójnie...

Oczami Savannah:
Obserwowałam Kamila podczas rozmowy przez telefon, jego twarz co chwilę zmieniała mimikę. Nic nie mogłam wyczytać z jego twarzy. Po chwili zakończył, prychnął jakby do siebie i wrócił do mnie. Cały ten obraz był na tyle śmieszny, że wybuchnęłam śmiechem. Chłopak patrzył na mnie zdziwiony, czekając aż się uspokoję. 
- Dobra, już. Chodźmy - uśmiechnęłam się, zdając sobie sprawę, że w jego otoczeniu dziwnie jestem uśmiechnięta nawet w takiej sytuacji.
Już po kilku minutach doszliśmy do wielkiego klubu, dziwne było to, że nigdy w nim nie byłam. Kiedy weszliśmy do środka do moich uszu doszły dźwięki znanej piosenki. Złapałam Kamila za rękę, chwilę później tracąc  rachubę czasu. Po parunastu piosenkach oświadczył, że musi iść do kibla, a ja w tym czasie usiadłam przy barze, gdzie młody kelner wycierał właśnie szklanki.
- Piwo z sokiem - posłałam mu lekki uśmiech i obserwowałam jak nalewa do szklanki napoje. 
- Pierwszy raz? - zapytał, na co otworzyłam oczy ze zdziwienia. 
- Słucham? 
Zaśmiał się, po czym podał mi szklankę.
- Pierwszy raz tu jesteś? - po raz kolejny udało mi się usłyszeć jego głos, a nie było to proste.
- Ah, tak, tak - zapewniłam upijając chwilę później łyk piwa.
Przez chwilę mi się przyglądał, a zaraz dodał:
- Puki jest to możliwe, spadaj stąd - jakby ostrzegał, ale ja przyjęłam to chamsko.
Znowu jego słowa mnie zdziwiły. Niby dlaczego? Przecież to ja wybieram gdzie się bawię.
- Chyba ci się coś pomyliło - cała ta sytuacja mnie rozbawiła.
- Z kim przyszłaś? - spojrzał w tłum, szukając kogoś, a chwilę później spoglądając na mnie. - Z nim? - wskazał głową na Kamila, po czym dodał: - Radziłbym ci sobie go odpuścić. 
Jego słowa dalej były dla mnie czymś nie jasnym. Kim on był? 
- Wszystko wiesz o ludziach czy oceniasz po pozorach? Jesteś żałosny - skwitowałam, po czym wstałam z krzesła i powiedziałam chłopakowi, z którym przyszłam, że idę do toalety.
Otworzyłam drzwi, skąd poczułam mieszany zapach perfum i wymiotów. Przeważały wymioty. Moją uwagę przykuła wysoka blondynka, która siedziała skulona w kącie i płakała. Podeszłam do niej i nachyliłam się nad nią, co pozwoliło mi zauważyć, że jest rozmazana, a na dłoniach ma siniaki.
- Mogę ci jakoś pomóc? - niepewnie zapytałam.
Dziewczyna uniosła wzrok, podnosząc się przy tym. Opłukała twarz, wycierając chwilę później w papierowy ręcznik.
- Mi już nic nie pomoże, ale u ciebie nie jest za późno - odparła cicho. Chciała wychodzić, ale złapałam ją za dłoń.
- Możesz jaśniej? 
- Po prostu nie przychodź tu więcej. To nie jest miejsce dla ciebie, możesz później tego żałować - powiedziała, a kiedy weszła kolejna osoba, wybiegła korzystając z mojej chwilowej nieuwagi.
To wszystko było bardzo dziwne. To, że kelner gadał takie rzeczy, nie zdziwiło mnie, chociaż przyznaję, że trochę mnie poruszyło, ale to co tutaj zobaczyłam naprawdę mną wstrząsnęło. Przecież nie kłamała by w takich rzeczach, a na dodatek po co miałaby zmyślać?
W tej chwili miałam ochotę stamtąd wyjść i nigdy nie wracać, ale jednak coś mnie trzymało. Tym czymś była moja ciekawość.
Wyszłam z toalet, przeczesując dłonią włosy.
- Masz drinka - podał mi kolorowy napój, po czym wskazał na krzesło obok.
Upiłam łyk, a później kolejny, rozglądając się przy tym po klubie, który na oko był jak inne. Chociaż nie, można było zauważyć, że ten był bardziej luksusowy.
Nie minęło dużo czasu, kiedy sączyłam już kolejnego drinka. Aż do pewnego momentu, w których całkowicie urwał mi się film.

Następny dzień, ranek.
Przetarłam zaspane oczy, po czym powoli otworzyłam je. Dzienne światło uderzyło z ogromną siłą promieni, uniemożliwiając mi zlokalizowania miejsca, w którym się znajdowałam.
Ponownie otworzyłam oczy, siadając przy tym na łóżku. W tej samej chwili zauważyłam, że jestem całkiem naga, a pokój, w którym się znajduję nie jest moim pokojem, ani żadnym, w którym kiedyś byłam.
Przestraszyłam się nie na żarty. Nie pamiętałam wczorajszego wieczoru, możliwe, że się z kimś przespałam, a na dodatek mam kapcia w ryju i żadnego picia pod ręką.
Wstałam szybko z łóżka i zaczęłam ubierać bieliznę. Kiedy stałam już na środku pokoju w staniku i majtkach, szukając reszty ciuchów, usłyszałam zgrzyt klucza w drzwiach, dochodząc do wniosku, że jestem w hotelowym pokoju.
Zza nich wyłonił się brunet, którego znałam od niedawna. Tak, chodzi mi o Kamila. Stał teraz z tacą jedzenia na przeciwko mnie.
Czyli jednak to z nim spałam?! To z nim zdradziłam Deana? Nie, to nie mogło być prawdą...
- Kamil, czy my...? - niepewnie zapytałam, podchodząc bliżej do chłopaka.
Na jego twarzy w końcu udało mi się zauważyć lekki uśmiech. Coś jednak mi nie grało, nie należał on do szczerych.
- Tak i powiem ci, że było cudownie.. - zrobił minę marzyciela, czego nie mogłam już słuchać ani oglądać, więc zaczęłam w pośpiechu szukać dalej swoich rzeczy.
Do oczu napłynęły mi łzy. Nie wiedziałam jak mam się przed samą sobą wytłumaczyć, co zawsze mi wychodzi najlepiej. Ale jakie to jest wytłumaczenie? Że za dużo wypiłam? To nie jest żadne wytłumaczenie. Po prostu nie mogę pić, bo wtedy nie kontroluję swojego zachowania.
Podeszłam do okna zatykając sobie usta, by tylko głośno nie zaszlochać. Łzy teraz spływały mimowolnie po policzkach, a ja czułam się jak ostatnia szmata.
- Savannah... - usłyszałam głos Kamila, który znajdował się na tyle blisko, bym mogła poczuć jego oddech na swoim ciele.
Już miałam nadzieję, że powie coś mądrego. Już myślałam, że zacznie mnie pocieszać, ale to co padło z jego ust, zmroziło mi krew w żyłach.
- Może kiedyś to powtórzymy? - przejechał lekko dłonią po moim ramieniu.
- Podasz mi moje ciuchy? - wysyczałam przez zęby, zaczynając trząść się ze złości na siebie i na chłopaka obok.
Na szczęście spełnił moje wymagania. Nałożyłam na siebie koszule i bluzę, po czym na nogi włożyłam spodnie i buty. Złapałam za torebkę i wybiegłam z pokoju kierując się do wyjścia znakami wiszącymi na ścianach. Na dole minęłam się z wczorajszym barmanem. Doszło wtedy do mnie, że na górze znajduje się hotel.
- Cześć - rzucił, co ja olałam.
Wychodząc z dyskoteki śmiałam się z samej siebie i ze swojej głupoty. Kamil był obok tylko po to, by mnie przelecieć. Upił mnie, wykorzystał to, że nie myślałam racjonalnie i w najprostszy sposób przeleciał mnie jak dziwkę. W tej chwili czułam obrzydzenie do swojego ciała, do siebie...
Biegłam ulicami Sopotu nie zważając na przechodniów. Nie było ich dużo, fakt, bo była... Właśnie, która była godzina? Wyciągnęłam telefon z torebki i go włączyłam. Zaczęły przychodzić wiadomości, powiadomienia o numerach próbujących się ze mną skontaktować. Nie mogłam przeczytać, bo kolejne łzy zaczęły napływać do moich oczu. Wytarłam je o rękaw bluzy i usiadłam na plaży. 20 połączeń nieodebranych od Deana, 13 od Sophie, 2 od Pawła i po jednym od reszty znajomych. Weszłam w opcję ' napisz wiadomość ', wpisałam numer przyjaciółki i zaczęłam pisać.

Do Sophie: Zrobiłam coś głupiego, musimy porozmawiać.

Na odpowiedź nie czekałam długo, pomimo, iż była to 9 rano.

Od Sophie: Chodź do mnie.

Zerwałam się z piasku i zaczęłam iść przyspieszonym krokiem. W mojej głowie panował istny chaos. Nie mogłam się na niczym skupić, bo zaraz kolejna rzecz przysłaniała mi poprzednią. Gdy zaczęłam myśleć o wczorajszym wieczorze, kiedy pokłóciłam się z Deanem, od razu pojawiał się obraz Niny, gdy wychodziła z kibla. Czyżby to przez to, że się pokłóciliśmy? Znudziło mu się to, że ciągle stawiam na swoim, że jestem tak uparta? Czy mu się znudziłam? Przez to mnie zdradził? Cholera jasna, znowu zaczynam go usprawiedliwiać, dlaczego? Dlaczego w takich sytuacjach muszę być taka pusta, dosadnie.

Chłodny, zimowy wieczór. Dwunastolatka razem z matką siedzą w domu i oglądają telewizję. Jak to bywa w normalnych rodzinach. Ale czy można było nazwać ten dom normalnym? Nie, kiedy on się w nim pojawiał. Przyszedł, strasznie pijany i zaczął się awanturować. Dziewczynka, pomimo tak młodego wieku próbowała mu pyskować, udawało jej się to, ale matka, całkiem bezbronna, uciszała ją gestem dłoni ukazując przy tym twarz, a jej poliki całe mokre. Płakała. Płakała z bezsilności, najwidoczniej miała dosyć takich sytuacji. Więc dlaczego z nim dalej jest? Dlaczego męczy się z tym upiorem, jeśli on tak ją traktuje? Kochała go. Ale dlaczego przez tę miłość miały cierpieć inne osoby? Dlaczego w ogóle cierpimy, kochając? Dla młodej nastolatki wszystko wydawało się bardzo proste. Nawet sama miała ochotę podejść i uderzyć go patelnią w głowę. Ale czy to było możliwe? Możliwe było takie doświadczenie na tak starszym, na dodatek przypakowanym mężczyźnie? Nie pomijając, że był pod wpływem alkoholu. Obie były bezbronne. Wyrzucił je z domu, potraktował jak psa, a nawet gorzej. Dziewczyna, od tamtego momentu postanowiła, że gdy dorośnie pokaże facetom, że jest twarda, że żaden nie będzie nią pomiatał i będzie miał do niej szacunek. Nie pozwoli im już nigdy się skrzywdzić...

Przypominając sobie historię sprzed lat, bardziej się rozpłakałam. Dobrze wiedziałam, że jestem silna i nie dam żadnemu mężczyźnie sobą pomiatać. Najwidoczniej była to tylko teoria, której jeszcze nigdy nie próbowałam w praktyce, do wczorajszego wieczoru...
Dlaczego nie jesteśmy tak samo odważni, gdy byliśmy małymi dziećmi, bawiących się jeszcze w piaskownicy? Czy życie nie byłoby prostsze?
Otarłam ponownie rękawem bluzy łzy, które spłynęły po policzku. Nacisnęłam mały guzik, umieszczony na ścianie domu i czekałam, aż Sophie podniesie się z łóżka i otworzy mi drzwi.
Nie musiałam czekać długo. Nie minęła sekunda, kiedy ta pojawiła się i mocno do siebie przytuliła. Uwielbiałam, kiedy mnie pocieszała. Wiedziałam, że są miejsca, w których mogę mieć swój azyl. I nie, swojego domu nie można było tak nazwać.
- Chodź, napijesz się czegoś ciepłego - złapała mnie za rękę i poprowadziła do kuchni.
Nie odpowiadałam. Potrzebowałam się uspokoić, wypłakać, w ciszy.
Podała mi pudełko chusteczek. Doprowadziłam się do porządku, ale nie na długo. Chwilę później w ustach poczułam znowu słony smak, a nos co chwila się zatykał na nowo.
Walczyłam z tym, aż poskutkowało, gdy upiłam łyk gorącej czekolady.
- Dziękuję - wychrypiałam, po czym skierowałam się za nią do pokoju.
Usiadłyśmy na łóżku po turecku okrywając się kołdrą. Sophie patrzyła na mnie uważnie, czekając aż w końcu coś powiem. Odłożyłam kubek na szafkę i spuściłam wzrok, wiedząc, że kolejnej chwili mogę nie przeżyć.
- Chyba zdradziłam Deana... - ponownie mój głos wydał się obcy.
Wyraz twarzy Sophie na przemian pokazywał nie do wierzenia, a raz złość.
Bałam się, jaki za chwilę będzie prawiła morał.



jejciu, amen! 
napisałam, a myślałam, że nigdy go nie skończę.
przyznaję, podoba mi się ze względu na pokazaniu trochę uczuć w drugiej części.
ale nie wiem, to wy tu oceniacie. 
iż, ponieważ nocami mam niepohamowane napady uczuć,
rozdziały będą tworzone nocą :D
dobra, pa ;* 

podpisano: crazydream

12 komentarzy:

  1. Rzeczywiście, niesamowity rozdział :D
    Świetna jesteś! Uwielbiam to czytać <33

    OdpowiedzUsuń
  2. <333
    Czekam na kolejny rozdzial kochanie ;***

    OdpowiedzUsuń
  3. świetne . ♥

    Hela

    OdpowiedzUsuń
  4. wspaniałe < 333 kocham , kocham.
    Ale to nie może być prawda ?! zdrada ?!

    Zapraszam do mnie


    http://teen-story-life.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Ułaa :D
    Podoba Mi się ;p
    Czekam na kolejny ;]

    OdpowiedzUsuń
  6. SSSSSUUUUPEEEEERRR!!!!!!!!!!!!!!! <3 JESTEŚ WIELKA!

    OdpowiedzUsuń
  7. bardzo mi się podoba, ale ten Kamil mnie denerwuje! co on chce zrobić ??
    daj nowy! :*

    OdpowiedzUsuń
  8. najlepszaaa ! jesteś naprawdę genialna ;* ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. świetnyyy ! ;*
    tylko troche nie pasuje mi ta ukośna czcionka, bo źle się czyta ale poza tym mega :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Szybko ! Chce dalej. ;D Nie trzymaj mnie w nie pewnosci. Przeczytalam opowiadanie pierwsze i drugie. W ciagu dwóch dni. ! :D

    OdpowiedzUsuń