sobota, 5 maja 2012

Rozdział 33

Oczami Savannah:
Jego dłonie błądziły po moim ciele. Muskałam lekko jego tors, a ten w zamian pieścił moje ciało. Cicho jęknęłam, gdy całował moją szyję, usta i lekko przygryzał płatek mojego ucha. Nie miałam pojęcia dlaczego to robiłam, ale byłam pewna jednego. Chciałam tego. Czy było to postanowione dlatego, że byłam pod wpływem dragów, czy może dlatego, że za bardzo przypominał mi Deana? Chłopaka, którego tak bardzo mi brakowało.
W pewnym momencie usłyszałam jak ktoś mnie woła. Nie miałam pojęcia skąd dochodził głos, ale znałam go... Kiedy sobowtór Deana całował moją szyję, ja wsłuchiwałam się w głosy, który narastały. Czyli, że ten ktoś zbliżał się.
Poczułam jak ktoś mnie szturcha, po czym zerwałam się siadając na łóżku. O dziwo, nieznajomy zniknął, a za oknem widniało słońce. Było dosyć wysoko, więc zapewne było południe.
Nade mną stał Kamil. Lekko rozbawiony.
- Co ja tu robię? - patrzyłam szeroko otwartymi oczami na niego.
Zmierzył mnie wzrokiem. Kiedy zniżyłam głowę, jej tył strasznie zabolał, a ja syknęłam z bólu. Opadłam na łóżko i schowałam twarz w poduszce, by w jakikolwiek sposób załagodzić ból.
- Cholera jasna, mogłem przyjść wcześniej - Kamil nie zważał na to, że cierpię. Patrzył się na mnie jak zaczarowany, po czym usiadł w nogach łóżka.
W tej samej chwili doszło do mnie, że jestem owinięta prześcieradłem. Tylko! Nie miałam na sobie nawet bielizny.
- Wy...Wyjdź - syknęłam przez zaciśnięte zęby.
- Swoją drogą, skąd ty się tu znalazłaś? Jednak Kuba dotrzymał słowa i cię odprowadził... W takim bądź razie zapewne domyślasz się, że jesteś w moim mieszkaniu i nie, ja nie mogę wyjść - zaśmiał się podstępnie, a następnie wstał.
Czułam, że jestem sama. Nie widziałam, ale czułam, że ten cymbał gdzieś odszedł.
Kiedy ból głowy ustał, przewróciłam się na drugi bok, by obejrzeć pomieszczenie w jakim się znajduję. Właściwie, jak ja się tutaj znalazłam? Przecież... Właśnie, ja nic nie pamiętam!
To znaczy pamiętam, ale jakby przez mgłę... I ten sen... Wydawał się być realnym...
A co z sobowtórem Deana? Był podobny... Można powiedzieć, że taki sam.
W tej samej chwili przypomniałam sobie o pigułce, jaką łyknęłam. 
Dawała upust. Czułam się jakbym latała, czułam jakby była najlepsza. Mogłam wszystko...
Powoli podniosłam się, by pominąć uczucie bólu w głowie. Kiedy już stałam na nogach, zamroczyło mnie, co było chwilowe. Ponownie rozejrzałam się po pokoju. Jego ściany miały kolor jasnego kakaa. Jedno, wielkie okno dawało dużo urokowi temu pokoju. Dzięki temu było w nim wiele światła. Biała komoda wraz z biurkiem i podłużną szafką, stały na przeciwnej ścianie. Po sąsiedniej było wielkie łóżko, a na czwartej ścianie były drzwi i ogromna szafa z lustrem.
Nie wiele myśląc wyszłam z pokoju. Znalazłam się w - tak samo - oświetlonym salonie, który łączył się z kuchnią. Tego miejsca nie trzeba bardzo opisywać. Na środku mała kanapa, telewizor, stolik i pod tym dywan. Po drugiej stronie pomieszczenia podłużna lada, która w jakiś sposób oddzielała te dwa pokoje, a za nią najzwyklejsza kuchnia.
Nie spodziewałam się, że tak chamski człowiek potrafi tak dbać o rzeczy. Coś mi się wydaje, że on szanuje bardziej własne mieszkanie niż niejedną kobietę.
- Co się tak gapisz? - spojrzałam na chłopaka, który teraz siedział na kanapie i wlepiał swoje oczy w moje - w ciągu dalszym - ciało owinięte prześcieradłem. - Daj pić.
Chłopak nie czekając wstał jak na kazanie i podał mi szklankę z wodą. O tak, to mi się podobało - Kamil jako mój własny służący. Upiłam parę łyków i oddałam mu szklankę.
- Wiesz, że jesteś piękna? - zmierzył mnie wzrokiem, po czym chciał chyba dotknąć moje ramię, ale ja się odsunęłam.
- Ty, no popatrz. A wiesz, że takie teksty na mnie nie działają? - skrzywiłam się w jego stronę, a następnie odwróciłam się na pięcie, by chwilę później być w drodze do pokoju. - Aha, będziesz musiał mnie podrzucić do domu - odwróciłam się w jego stronę.
- Co to znaczy, będziesz musiał? - zakpił.
- Po prostu... Za pięć minut jestem gotowa - odpowiedziałam pewnie, po czym schowałam się w pokoju, by ubrać swoje wczorajsze ciuchy.
Swoją drogą, nieźle musiałam zaszaleć jeśli były przesiąknięte smrodem papierosów i alkoholu. Zdjęłam z siebie bluzę  tak szybko jak ją założyłam, po czym wybrałam koszulę z szafki Kamila. Wyszłam z pokoju i ubrałam buty, by chwilę później stać nad Kamilem.
- Rusz dupę - rzuciłam w jego stronę, gdy ten w najlepsze oglądał jakiś film.
- Nigdzie się stąd nie ruszam. Sama się odwieź - skrzywił się w moją stronę.
Aha, czyli strajkuje...
- Okej, daj klucze od auta - syknęłam przez zaciśnięte zęby, bo głowa w ciągu dalszym mnie bolała, a ja nie miałam ochoty na jakiekolwiek rozmowy z nim.
- Więc auto do zwrotu jak i koszula... Swoją drogą, seksownie ci w niej - puścił mi oczko, mierząc mnie od góry w dół.
- Wiem, a wszystko ci oddam, się nie martw, mam zamiar cię jeszcze odwiedzić kociaku - cmoknęłam na pożegnanie, po czym zalotnie uniosłam brew.
Chłopak najwidoczniej się spiął, podał klucze i chyba miał zamiar wstawać, ale ja skomentowałam to cichym ' frajer ', założyłam na siebie kurtkę i wyszłam.
Właściwie, jestem ciekawa jakie ma auto...
Jak się okazało na parkingu pod domem, Kamil poruszał się po mieście czarnym bmw i to wcale nie takim tanim...
Wsiadłam i sprawdziłam wszystko, przede wszystkim ile jest paliwa - nie miałam ochoty pchać tego gówna przez miasto.
Czy potrafię jeździć? To się okaże... Nigdy nie próbowałam, no, może jako 5 letnia dziewczynka na kolanach wujka...
Odpaliłam - co nie było takie łatwe - a chwilę później poczułam wstrząs, pojazd pojechał trochę do przodu i  natychmiastowo zahamowałam.
A jednak nie, nie było to tak proste jak mi się wydawało... Wyjęłam kluczyki ze stacyjki i zamknęłam auto.
- Odwieziesz mnie? - chwilę później stałam nad nim i robiłam dobrą minę do złej gry.
- Jak ładnie poprosisz - uśmiechnął się podstępnie.
- No, proszę... - wymruczałam cicho.
Na moje szczęście usłyszał. Wstał, ubrał kurtkę i buty. Rzuciłam mu kluczyki, a następnie oboje zeszliśmy na dół.
- Co wczoraj robiłaś? - spojrzał na mnie, kiedy już byliśmy w drodze.
- Pamiętam tylko urywkami... - odparłam, łapiąc tym samym się za głowę. - I proszę, nie wspominaj o imprezie...
Nie uśmiechało mi się cały dzień trzymania się za głowę, a wszystko przez moją głupotę.
Czułam się jak na kacu, chociaż to co wczoraj wypiłam to tylko drinki. Zapewne pamiętam wszystko, lecz połowa wydaje się być snem - jak na przykład noc z sobowtórem Deana, a tego już Kamilowi powiedzieć nie chciałam.
Chłopak nie odzywał się już. Wysadził mnie pod domem, a właśnie. Skąd wiedział gdzie mieszkam?
Spojrzałam na niego przestraszona.
- No co? - zapytał z wyrzutem, bo zapewne myślał, że znów coś od niego chcę.
- Skąd wiedziałeś gdzie mieszkam?
- Ziemia do Savannah! Odprowadziłem cię niedawno! - zaśmiał się cicho, po czym odpalił auto.
Przypomniałam sobie kilka chwil przed zniknięciem Deana. No tak, była taka sytuacja.
- Ej, naprawdę cię tak męczę? O, czyli masz mnie już dość? - rzuciłam na koniec, dodając, że może go nawiedzę wieczorem.
- Spadaj mała, jadę po jakiś towar - wyszczerzył zęby, po czym ruszył z piskiem opon.
Pokręciłam tylko głową. Jak można być takim chamem? Gdyby kobieta takie coś robiła, nazwaliby ją za chwilę puszczalską, albo po prostu dziwką.
I nie, nie przepadam za chłopakami, którzy uprawiają seks z byle kim...
- Mamo, jestem - oznajmiłam wchodząc do domu i zaglądając do kuchni.
Jednak nikogo nie było, co oznaczało, że jest w pracy.
Poszłam do góry w celu umycia się, a przed tym pozostawienia tych brudnych spodni na dnie kosza na pranie. Tak też zrobiłam. Godzinę później stałam przed lusterkiem odświeżona i robiłam make-up. W garderobie wybrałam: kliknij. Usiadłam na łóżku i otworzyłam laptopa. Gdy uruchomiłam gadu, dało się od razu usłyszeć przychodzącą wiadomość. Chociaż... Kilka przychodzących wiadomości.
Otworzyłam okienko z imieniem 'Sophie'.

Od Sophie: Ej, co się z tobą dzieje? Byłam u ciebie, ale twoja mama powiedziała, że nic nie wie. Dzwoniłam, ale masz wyłączony telefon. Przecież chcę ci pomóc, odezwij się w końcu! 

Nie zastanawiałam się ani chwili dłużej.

Do Sophie: Spotkajmy się w parku za 15 minut.

Na moje szczęście była dostępna i chwilę później otrzymałam odpowiedź ' ok '. Nie czekając ani chwili dłużej wyłączyłam laptopa i schowałam do beżowej torby telefon, portfel, parę ciuchów, bieliznę i wyszłam. Na dole zdążyłam napisać na karteczce dla mamy, że wszystko ze mną dobrze, a jakby co ma mnie pod telefonem, założyłam buty i kurtkę, po czym wyszłam z domu.
Idąc w stronę parku zastanawiałam się, co powiedzieć Sophie. Dlaczego się nie odzywałam? Gdzie byłam, kiedy nie dawałam żadnego znaku życia?
Stawiałam na spontaniczność.
Już po 10 minutach siedziałam na ławce w parku i nerwowo wystukiwałam rytm butami. Kiedy to Sophie znalazła się obok, spojrzałam na nią lekko przestraszona.
Dlaczego się tak zachowywałam? Przecież to nie było takie straszne... Naprawdę jak na mnie dziwne to było. Serce przyspieszyło, a ja poczułam, że ból głowy znowu się pojawia.
- Cholera jasna, jak ty wyglądasz? - spojrzała na mnie.
- E, normalnie.. - odpowiedziałam drżącym głosem.
- Dobrze się czujesz? - dziewczyna złapała mnie za ramię.
Czułam jak kręci mi się w głowie, przed oczami robi ciemno. Zacisnęłam powieki i wtedy poczułam to ukłucie w głowie. Złapałam się za nią i schowałam twarz pomiędzy kolanami.
- Savannah, co się dzieje?! - Sophie chyba się wystraszyła.
Swoją drogą, nie dziwię się jej ...
Syknęłam cicho z bólu, a kiedy przechodził, powoli podnosiłam się. Chwilę później siedziałam na przeciwko dziewczyny jak gdyby nigdy nic się nie stało. Ból w końcu przeszedł.
- Nic się nie stało, po prostu od rana mnie głowa boli... Ale okej, porozmawiajmy, bo chcę mieć to z głowy.
- Mówisz tak, jakby to było obojętne. Ale nie, po prostu martwimy się wszyscy o ciebie rozumiesz? Nie dajesz żadnego znaku życia, a kiedy już, to mówisz, by ci nie przeszkadzano! - kończąc, uniosła głos. Nie spodziewałam się tego po niej.
- Nawet na mnie nie krzycz! Próbuję jakoś pomóc sobie, Deanowi. Sama, rozumiesz? Nie potrzebuję pomocy! Dam sobie świetnie radę. Nie potrzebuję was, po prostu nie chce! - nie wytrzymałam, wykrzyczałam jej w twarz to co zamierzałam, ale chwilę później zastanawiałam się, czy nie za ostro...
Ale nie, musiałam jakoś ich zamknąć, by nie wtrącali się w nie swoje sprawy. Naprawdę chciałam sama sobie dać świetnie radę, no, może z malutką pomocą Kamila.
- Rozumiem, że nie chcesz przyjąć naszej pomocy... - westchnęła, patrząc na mnie. Dało się zauważyć, że w oczach ma łzy. - Dobra, ale pamiętaj, nie zdziw się, jeśli przyjdziesz bym ci pomogła, a wtedy powiem ci ' a nie mówiłam? '
Patrzyłam na nią osłupiała, ale chwilę później lekko się uśmiechnęłam.
- Nie mam zamiaru wyciągać do was ręki z prośbą o pomoc - syknęłam przez zaciśnięte zęby i wstałam z ławki.
Nie żegnając się, ani nie czekając na odpowiedź ruszyłam w stronę miasta.
W jednej chwili pojawiła się obawa, że jeśli naprawdę będę potrzebowała pomocy? To co? Przecież nie pójdę do nich, nie ośmieszę się... Ale nie, miejmy nadzieję, że poradzę sobie jakoś. I w ogóle, jestem ciekawa co zamierzam teraz robić, bo Kamil najwidoczniej nie ma żadnego planu...




rozdział pisany na raty. nie zdziwię się, jeśli będzie jakiś błąd.
przepraszam, ale mam mętlik w głowie. po woli to ogarniam. 
i mam nadzieję, że w kolejnych rozdziałach akcja już się rozwinie:D

podpisano: crazydream


6 komentarzy:

  1. super rozdział!
    Dlaczego ona myśli , że to sobowtór ?!
    załamka...
    weź ich połącz z powrotem. oni muszą być razeem !

    OdpowiedzUsuń
  2. megaaaaa ;* ;* Jeju, jak ja kocham te opowiadanie ;D <33333333333 .

    OdpowiedzUsuń
  3. Podoba mi się bardzo :) Świetna jesteś.

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny!
    Pisz dalej, weny.

    OdpowiedzUsuń
  5. powoli - razem się pisze ;) na początku myślałam, że to niechcacy w pośpiechu, ale widze że ciągle tak piszesz ;P

    OdpowiedzUsuń