sobota, 20 października 2012

Rozdział 43

Tydzień później.

Kolejny tydzień w tym szpitalu, kolejne analizowanie wszystkiego po kolei. Każdy patrząc na mnie ma żal w oczach za to co zrobiłam, przecież gdyby te osoby były na moim miejscu i taką miłością darzyły Deana zrobiłyby to samo, nie żałuję niczego.. Wszystko powoli wraca do normy, staję się coraz bardziej stabilna. I coraz bardziej jestem szczęśliwa i wierzę, że wyjdę z tego całego gówna.
Z rozmyśleń wyrwał mnie głos Deana, który był przy mnie codziennie, przesiadywał ze mną po kilka godzin, świadczyło to o tym, że naprawdę mnie kochał i Mu zależy.
- Cześć. - spojrzał mi głęboko w oczy, siadając przy mnie na łóżku.
- Witaj Kochanie. - uniosłam się delikatnie ku górze i musnęłam Jego wargi, które drżały.
Ścisnął moją dłoń, puszczając delikatny uśmiech.
Do sali wszedł lekarz z moją dokumentacją.
- Dzień dobry, Panno Savannah, mam dla Pani dobrą wiadomość. - uśmiechnął się.
- Jaką wiadomość? - aż podskoczyłam na łóżku.
- Spokojnie. - oznajmił.
W mojej głowie naraz narosło mnóstwo pytań, byłam cała podekscytowana. niemalże skakałam.
- Zrobimy ostatnie badania, jest Pani zdrowa, więc nie ma sensu, aby tkwiła tutaj dalej. A mianowicie psychologa, będzie Panienka miała prywatną sesję dwa razy w tygodniu. - spojrzał na mnie, a potem na Deana.
Nie mogłam wykrztusić z siebie ani słowa, ogarnęło mnie takie szczęście.
- Ale proszę się nie przemęczać. - dodał po czym opuścił salę.
Dean przybliżył się do mnie, nie zdążyłam nic wykrztusić, bo przybliżył moje ciało do siebie i złożył pocałunek na moich ustach, nie odrywając się ani na trochę ode mnie.
- Kocham Cię najmocniej, zajmę się Tobą i zobaczysz, że lada chwila a wszystko będzie po staremu. - powiedział, po czym ponownie ścisnął moją dłoń i pocałował.
- Dean, poradzimy sobie.. Prawda?
Nic nie odpowiedział, tylko mnie ponownie pocałował co miało znaczyć `tak i skończ już o tym gadać.`.
Zaśmiałam się, przygryzając Jego dolną wargę.
Spojrzał na mnie groźnie, po czym sam wybuchnął śmiechem i zaczął mnie łaskotać.
- Przestań głupku! - wydarłam się, nie przestając się śmiać.
- Masz za swoje. - dodał, całując mnie ponownie..

Dwa dni później.

Dziś odbyła się moja pierwsza sesja z psychologiem, moje odczucia po niej są dosyć dziwne. Muszę powiedzieć, że coraz bardziej wierzę w to, że wszystko z czasem się ułoży i będzie tak jak kiedyś.. Co ja plotę, przecież już się wszystko układa i wraca wszystko do porządku dziennego.
Z łóżka wyrwał mnie dźwięk dzwonka do drzwi, uchyliłam drzwi a moim oczom ukazała się moja Kochana Sophie. Bez słów, rzuciłyśmy się sobie w ramiona.

Usiadłyśmy się na kanapie i gadałyśmy dosłownie o wszystkim co było ostatnio, nagle rzuciła.

- Mam pewien pomysł.. - Jej oczy zaczęły się mienić.
- Ty i te Twoje pomysły, co znowu wymyśliłaś? - zaśmiałam się cicho, ściskając poduszkę.
- Wpadniemy po Ciebie i Deana z Michałem a potem wyskoczymy na miasto i nie ma nie! - uśmiech nie schodził Jej z twarzy.
Bez zastanowienia rzuciłam krótkie `stoi` po czym wstałam i dodałam.
- Nie powinnam do tego wracać, lecz muszę się o to zapytać, bo nie umiem inaczej.
- Słucham Cię?
- Gdy leżałam tam, w tym szpitalu na tym łóżku, gdy byłam w śpiączce, czy.. - nie dała mi skończyć.
- Chodzi Ci czy Dean przy Tobie był, wiem. Domyślałam się, że o to zapytasz. Tak był, cały czas siedział przy Tobie dzień w dzień, kocha Cię jak nikogo innego, masz szczęście. - zatkała mi usta palcem, po czym ścisnęła moje lodowate dłonie.
- Może zamówimy coś do jedzenia, bo umieram z głodu? - zaproponowała.
Nie odpowiadając, wstałam chwytając ulotkę i rzuciłam ją na Jej kolana.
- Wybieraj.
- Wiesz co lubię. - dodała, zaśmiała się, spuszczając wzrok na ulotkę.

Nie minęła godzina a nasza ulubiona pizza leżała na stolę, a My ze smakiem objadałyśmy się nią.
- Wiesz, muszę już lecieć, wiesz jaki Michał ma długi ogon, muszę dopilnować, aby się wyrobił. A Ty leć do łazienki i się ogarnij- wstała, poprawiając swojego niezdarnego koka.
- Dobrze, dobrze. - puściłam Jej buziaka i rzuciłam `do zobaczenia`.
Drzwi się zamknęły, byłam sama, chwyciłam telefon do ręki i napisałam wiadomość.
`Dean, dzisiaj na wieczór wybieramy się z Sophie i Michałem na miasto. Kocham Cię najmocniej, wracaj szybko.`
Kliknęłam przycisk `wyślij` i ruszyłam w stronę łazienki. Wskoczyłam pod prysznic, umyłam się. Nałożyłam na twarz makijaż czego nie robiłam dawno temu, po czym rozczesałam moje włosy. Skierowałam się do sypialni, gdzie z szafy wyciągnęłam krótką, czarną sukienkę, nie minęła chwila a byłam już ubrana. Spojrzałam na zegarek, dochodziła 18. Udałam się do kuchni, aby napić się czegoś.
Gdy tak stałam, popijając sok, wbijając wzrok w okno, nagle poczułam jak ktoś oplata swoje dłonie na moich biodrach.
- Cześć Kochanie.
Dreszcz przeszedł moje ciało.
- Ładnie to tak straszyć idioto? - wydarłam się na Niego, po czym wybuchnęłam śmiechem i musnęłam Jego usta.
Stałam tak odwrócona przodem do Niego, moje oczy wpatrywały się w Jego twarz, szepnęłam `Kocham Cię.` nie pozwalając Mu odpowiedzieć, pocałowałam ponownie Jego usta z taką siłą. Delikatnie wziął mnie na ręce i położył na blacie kuchennym. Ja natomiast wplotłam palce w Jego dłoń.
- Szykuj się Kochanie, zaraz wychodzimy. - puściłam Mu oczko, przejeżdżając ręką po Jego szyi.
- Nawet nie pozwalasz mi się Tobą nacieszyć. - zrobił skruszoną minkę, a ja tylko uniosłam kąciki ust ku górze.


~

Przepraszam, za taki krótki, następny będzie dłuższy - obiecuję. Rozdział miał być dużo wcześniej, ale miałam problem z włączeniem kompa i wysyłam go do naprawy w poniedziałek, lecz wróci od razu na następny dzień, czyli rozdział na środę bądź czwartek, miłej końcówki weekendu Wam życzę. :)

Marta.

10 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. A i chciałam Ci powiedzieć że twój blog jest najlepiej prowadzony :) Gratuluję

      Usuń
  2. Trochę mam zaległości więc czym prędzej nadrabiam!
    A Ciebie zapraszam do mnie na siódmy rozdział :)
    http://live-fast-dont-forget-us.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie Ci idzie :) czekam na kolejny rozdział ;]

    http://believe-for-destiny.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowne. Kocham tego bloga;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. jak się chce to się znajdzie sposób na skomentowanie :)
    Marto, nie zawiodłaś (przynajmniej mnie) ;)
    sama ostatnio przeszłam przez grypę żołądkową i wiem o co kaman, ale nie musisz przepraszać za to, że rodzina jest ważniejsza od bloga. Na niego można w każdej chwili wrócić. I tak jak powiedziałaś: "raz się ma wenę, a raz się jej nie ma", ale wymuszanie pisania to jest najgorsze co może być, bo na siłę nic fajnego się nie wymyśli :)
    liczę na Wasz powrót i będę czekać na ciąg dalszy perypetii Savannah i Deana :)
    Mam nadzieję, że się wszystko ułoży na lepsze w sprawach prywatnych administratorek :)
    pozdrawiam

    http://na-zawsze-do-konca.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń